Forum Tawerny Four Ways
Mount&Blade => Rozmowy o M&B => Wątek zaczęty przez: wojtek94 w Listopada 16, 2008, 19:36:07
-
Co myślicie o walkach z góry przegranych?Walczycie i tracicie wyszkolonych ludzi czy uciekacie?Mi czasem honor nie pozwala się wycofać a wam?
-
Co myślicie o walkach z góry przegranych?Walczycie i tracicie wyszkolonych ludzi czy uciekacie?Mi czasem honor nie pozwala się wycofać a wam?
wyszkolenie dobrego wojaka zbyt duzo kosztuje (czasu) zeby marnowac ich. Czasami staczam 1 potyczke i jak widze ze "ni hu hu" to uciekam. Ostatnio w ucieczce zostawilem w polu bodajże 10-15 rycerzy i troche nordowskiej piechoty :(
-
Zawsze staram sie unikac takich potyczek.Nie jest to latwe na poczatku gry,gdy mamy male pola widzenia i nagle,nie wiadomo skad,moze wyskoczyc jakas konkretna armia.Mialem pewnego razu informacje ze moj zamek jest oblegany przez lorda"X".Po jakims czasie sie tam zjawilem.Okazalo sie ze przy zamku jest cale party wrogiego krolestwa.Manewrowalem do tej pory az przedostalem sie do zamku,pokonujac przy tym pojedyncze armie.
W kazdym razie,moja rada,unikac takich spotkan.Jesli juz jednak wrog z przewaga liczebna nas capnie,nigdy nie wybierac opcji "surrender":)
-
W sumie ciekawe pytanie, dodam od siebie kolejne : czy jest (jeśli jest) różnica, między straceńczą walką a poddaniem się ? Wydaje mi się, że poddając się nie tracimy morale (z powodu strat w ludziach) oraz takoż nie tracimy bohaterów w naszej drużynie. Poza tym, przy kapitulacji chyba szybciej jest się wypusczanym na wolność.
Ktoś ma jakieś doświadczenie w tej kwestii ?
-
po 1-sze tracisz wszystkich wojakow z twojego party, po 2-gie tracisz czesc kasy i kilka itemow (raz kliknalem przypadkiem na surrender i stracilem...khm khm...champion huntera,grube stalowe nagolenniki i kilka innych cennych itemow,np ksiazke ;] )
a co do bohaterow,nie p[amietam jak to w native,wiem ze w hundred years mod moi bohaterowie tez dostaja sie do niewoli i musze ich potem odszukiwac jak sami uciekna :P
-
Jesli mam walki z góry przegrane, a wycofac się nie da rady, wysyłam piechotę na pewną śmierć, a kawaleria jedzie za mną. Następnie od tyłu dokonujemy szarży, tniemy ile się da, kazę jechać za mną, ustawiamy się i znowu szarża. Gorzej, jak gra ma zły dzień i nie słuchają moich rozkazów. Raz miałem walką praktycznie przgraną (40 na 260) ale o dziwo, udało mi się wygrać (Został mi 1 Swadian Knight xDD), ale udało się.
-
Dziękuje za odpowiedź.
-
WALCZYĆ DO KRWII OSTATNIEJ KROPLI...................... ŚMIERĆ TCHÓRZOM !!! Ja nigdy nie zostawiam żołnierzy na polu bitwy bo nie stosuje odwrotu kosztem moich ludzi ! :)
-
Ja kiedyś miałem fajny przypadek, bo przeciwnik był na z góry straconej pozycji. Tzn. po kilku bitwach z armią innego lorda został mu jeden Rhodocki strzelec, a mi ponad 50 jednostek. Więc ja oczywiście na najszybszym koniu wysunąłem się do przodu aż tu nagle strzała, headshot i przegrana. Nie wiem jak to się stało, że zadał mi tyle dmg. Ale następnym razem już bardziej uważałem ;D
-
Buu154 - dziwne że tak się stało. Strzała Cię zabiła, ale wojacy nie dali rady temu strzelcowi? Powinno się pojawić coś w stylu - "Bitwa wygrana, zemdlałeś, ale twoi towarzysze zabrali Cię z pola bitwy". Przynajmniej u mnie tak jest gdy ja umarłem, ale moi wygrali ;)
-
Ja kiedyś miałem fajny przypadek, bo przeciwnik był na z góry straconej pozycji. Tzn. po kilku bitwach z armią innego lorda został mu jeden Rhodocki strzelec, a mi ponad 50 jednostek. Więc ja oczywiście na najszybszym koniu wysunąłem się do przodu aż tu nagle strzała, headshot i przegrana. Nie wiem jak to się stało, że zadał mi tyle dmg. Ale następnym razem już bardziej uważałem ;D
Miałem już kilka razy sytuację, że podczas uwalniania wioski z rąk bandytów, ostatni bandyta mnie ogłuszał, a sam po chwili ginął. Zawsze jest wtedy bitwa przegrana, a wściekli bandyci plądrują i palą wioskę, mimo, że wszyscy są martwi. To niedopracowanie gry, można to zmienić kilkoma linijkami kodu, ale oczywiście twórcy nie pomyślą (zakładam, że już nie raz im o tym mówiono). Nie grałem w najnowszą wersję, więc nie wiem czy zmienili, ale znając ich bugfixy - raczej mało prawdopodobne.
Co się tyczy bitew z góry przegranych - kiedyś chyba jeszcze na 0.903 walczyłem około 100 Rhodoków i najemników przeciwko 450 Khergitów - nie ma głupich, nie było żadnych szans. Natomiast na 1.003 miałem sytuację, gdy kumpla Swadianina z setką wojaków zaatakowało 650 Nordów. Sam miałem 60 konnicy (chwilę wcześniej zostawiłem całą piechotę w nowo zdobytym zamku). 160 vs 650, niby nieciekawa sytuacja, ale się udało. Z początku miałem pecha, bo leciałem wraz z moimi ludźmi do walki i po zabiciu kilku wrogów obrywałem, a więc następne potyczki (a było ich kilka, bo wielkość bitwy miałem ustawioną na 72) musiałem przeczekać z tyłu. Ostatecznie nasza strona straciła 60 zabitych i rannych, oni wszystkich. Do tego doszło 113 reputacji, co w moim przypadku jest absolutnym rekordem.
-
Muszę przyznać że nie lubię się pchać tam gdzie jest dużo wrogów. Ale jeśli już się coś takiego zdarzy to idę na całość i walczę do ostatniej kropli krwi.
Pamiętam raz wpadłem w łapy całemu wojennemu party Chanatu miałem chyba.. ze 30 rycerzy, i 2 łuczników. Wybiłem połowę armii wroga, ale na koniec to oni pokazali swoja siłę.
PS:(Wyrazy uznania dla tych którzy tak jak ja, walczą z przeważającymi siłami wroga. Bo w końcu ucieczka jest nie godna rycerza)
-
PS:(Wyrazy uznania dla tych którzy tak jak ja, walczą z przeważającymi siłami wroga. Bo w końcu ucieczka jest nie godna rycerza)
głupole ;p
-
Ja na porażki mam wyjątkowo praktyczny sposób...Wczytać :D
-
Wiesz Ramirez wczytać każdy głupi potrafi, gorzej gdy grasz w trybie realistycznym tam trzeba umieć przyjąć gorycz porażki i się z tym pogodzić.
Kiedyś gdy zaczynałem swoją przygodę z M&B byłem bardzo zuchwałym i ryzykanckim mość panem(nie wiem jak się to pisze) ,Polowałem na bandytów w pobliżu lasu Edherladh byłem zbyt dumny by splądrować wieś ,ograbić kupców. Lordowi Raichsowi z Rhodoków nie podobało się ,że stąpam po jego ziemiach i jakimś cudem zaatakował mnie.
Szansy były równe 1 do 194 .
Ich konie stratowały mnie, przecudownym strzałem udało mi się strącić Raichsa z konia, a to niezmieniło sytuacji przegrałem trafiłem do lochów , Wyswobodził mnie król Haralus któremu zaproponowałem wasalstwo.
Ogólnie prawie nigdy się nie poddaje, wolę przegrać i pokonać choć kilku wrogów.
Czasami gdy sytuacja tego wymaga niechybnie i niehonorowo uciekam
-
A zauwazyliście zę w walce 50 na 50 zawsze wygrywa nasza drużyna, lordowie innych nacji prawie zawsze mają słabsze jednostki od naszych no i niemają 8 NPC jako toważyszy, toteż można stoczyć nawet bitwe 50 na 150 i i tak wyjdziemy jako żwyciężcy, ot taka specyfika gry(mówie o Nativ, wszystko mam na najwyższym stopniu trudności).
Ale są tez wyjątki, w modzie The Eagle and The radiant Cross, drużynę składającą się z 50 wojaków może bez problemu roznieść 50 rekrutów! Imperial State(każdy ma Arkebuz), 50 pikinierów Holy Swadia lub Laurian Empire(mają baaaaaaaaardzo długie piki) i formują "rzędy" rozniesie każdą nawet najbardziej zaawansowaną jazde. Dlatego uważam że taka "równowaga" jest dobrym rozwiązaniem.
-
nie wiem, nie znam się na tym. mam małą armię (ok. 30 jazdy), i przed dużymi armiami zawsze daję radę zwiać, zanim mnie zaatakują. raz nie zwiałem, zaatakował mnie, ale zdążyłem ustawić najmniejszą bitwę(25) i jakimś cudem wygrałem, a zostało mi 4 żołnieży. A mi został 1(słownie: jeden!) punkt życia (szczęście w nieszczęściu, na łupach zarobiłem 15k) .XD
-
Elavion, jak zmieniłeś wielkość bitew to wiadomo ze wygrasz.
Gra jet zaprogramowana tak, że nasi żołnierze mają większą wytrzymałość.
I jak miałeś 25 bitwę to było pewnie 13 twoich i 12 ich.
Żadna sztuka :P
Ja pamiętam, że kiedyś miałem bitwę (wracałem z oblężenia) 30/58 żołnierzy przeciwko... tak! 3 lordom :)
30 vs. 350 ^^
Pierwsza fala wrogów pokonana- kilka strat moich
Druga fala juz gorzej...
3 fale zostałem sam i wybiłem kilku w tym 2 Lordów <dumny>
Ale wtedy grałem na poziomi trudności 45 %
Teraz o takiej bitwie mogę tylko pomarzyć :P
-
Tak sobie czytam te wypowiedzi i jakoś nie ma pojęcia po co ten temat, ale skoro jest to chyba się wypowiem. Więc jedną z moich walk z góry skazanych na przegraną była bitwa z Laurianami w modzie The Eagle and The Radiant Cross. Wracałem wraz ze swoim wojskiem i cieszyłem się z dużej bitwy, którą z pomocą 5 lordów udało mi się wygrać, a bitwa mala nie była, bo spotkały się dwie armię Laurianów i Lion Throne, w sumie było ponad 2000 żołnierzy. Wygrałem łup zgarnąłem i zabrałem wielu jeńców. Po bitwie lordowie pojechali za królem, a mnie się już znudziło podróżowanie za nim, więc postanowiłem wrócić do swojego zamku, który był na terenach Ormelów. Jednak wiele łupów i stado jeńców opóźniało mój marsz, do tego stopnia, że gdy zobaczyłem trzech wrogich lordów zatrzymałem się i zmieniłem kierunek jazdy by ich unikną. Okazało się, że Laurianie mają inne plany i powędrowali za mną. Nie jestem skłonny do ucieczki, więc po zsumowaniu wszystkiego stwierdziłem, że jestem za wolny by manewrować i wyłapać lordów pojedyńczo. Nie chciałem zwalnieć jeńców, ani wywalać łupów, więc się zatrzymałem i poczekałem na to co wydawało się nieuchronne. Nie myliłem się, wrogowie zaatakowali mnie w liczbie prawie trzech setek, ja dysponowałem siedemdziesięcioma elitarnymi jednostkami piechoty, w tym strzelców. Bitwa się zaczęła, najpierw jak grom z nieba spadla na moją linię wojsk kawaleria wroga i zrobiła to czego się najbardziej obawiałem... rozbiła szyk. nie było rady i trzeba było schować muszkiet i wyjąć topór, by piechota wroga nie dopadła mojej, gdy ta była rozbita. Jakoś uporałem się z kawalerią, tu popisali sie strzelcy sprawnie zabijając rycerzy i ich konie. Jednak nie konnica była najgorsza, a czworobok pikinierów, z którego słyną Laurianowie. Strzelcy zaczęli regularnie ostrzeliwać moje oddziały i tu od strzałów z arkebuzów padł mój koń. Nie było innej rady jak zaatakować razem z piechotą niepokonany czworobok. Uderzyłem i mimo potęgi oraz przewagi liczebnej przeciwnika powoli czworobok zaczął ustępować i rozdzielać się, jednak potem się cofnął na odległość pchnięcia piką. To była rzeź, moi ludzi już nie zdołali podejść do przeciwnika, a ja sam wsiadłem na pobliskiego konia i zacząłem galopować oby dalej od pikinierów. Pomyślałem że bitwa jest już przegrana, zostałem sam, a przeciwników było kilkudziesięciu. Ostrzeliwanie wroga byłoby stratą czasu, więc niczym bohater stanąłem na przeciw pędzącego czworoboku i ruszyłem powoli przed siebie. Potem coraz szybciej, dotarłem do ściany pik i padł mój koń, ja spadłem prosto w czworobok, w ruch poszedł topór. Zabiłem jednego i drugiego, po czym padłem przeszyty włócznią i trafiony przez muszkietera. Ogólnie bitwa była przyjemna pomimo mojej przegranej. Nigdy nie uciekłem przed jakimś wyzwaniem, ani lordem. Zawsze walczę, bo ucieczka jest nudna i mało honorowa. Nie pojmuję też po co Wy używacie tych save-load. To psuje grę, a prawdziwą przyjemność czerpie się z wyzwań. Daltego też ja gram na poziomie trudności ok. 150% i Wam też radzę, bo wtedy gra nabiera sensu.
-
Choć ciężko przechodzi mi to przez usta to w niektórych kwestiach muszę się zgodzić z przedmówcą:) Jeżeli chodzi o real-seve i najniższy poziom trudności to jak dla mnie gra całkowicie traci sens i po pewnym czasie po prostu się nudzi. Sztuką nie jest mieć ogromną armię rozbijającą w puch każdego napotkanego wroga, sztuką jest dostać porządny kolokwialnie mówiąc "łomot", stracić całą armie, ekwipunek, złoto, a następnie po długim czasie mozolnego regenerowania swoich sił stworzyć jeszcze bardziej doskonałą, silną i potężną armię....coś jak feniks z popiołów....i co z tego, że wygracie każdą bitwę, i co z tego, skoro i tak od samego początku wiedzieliście, że ją wygracie....to tak jak ze zdobywaniem kobiet, niektórzy będą wiedzieli o co mi chodzi:)...Co do poczynań mojego przedmówcy to nie będę się wypowiadał na temat toczonych przez niego walk, oczywiście jeśli ktoś lubi robić z siebie kamikadze, to już jego sprawa....ale cóż facet jest inteligentny, więc może znalazł w tym jakiś sposób na walke, choć ja go nie widze....wyruszać samemu na kilkudziesięciu wojaków to już trzeba mieć fantazje:) Wracając powoli do tematu to walki samobójcze to piękno tej gry, po to twórca dał nam nieśmiertelność (oczywiście w grze), żebyśmy mogli toczyć takie walki i co ważniejsze mieć z tego przyjemność. Dostaniemy od wroga, to musimy znowu się rozbudować, zaczynamy myśleć w grze, bawić się w strategie...jak dla mnie czym więcej przegranych bitew, to gra staje się bardziej ciekawsza...więc jaka rada ode mnie, a co Wam zależy, atakować czym się da i modlić się, żeby nie dostać headshota:).....3 kubki kawy robi swoje:)
-
Zawsze staram sie unikac takich potyczek.Nie jest to latwe na poczatku gry,gdy mamy male pola widzenia i nagle,nie wiadomo skad,moze wyskoczyc jakas konkretna armia.Mialem pewnego razu informacje ze moj zamek jest oblegany przez lorda"X".Po jakims czasie sie tam zjawilem.Okazalo sie ze przy zamku jest cale party wrogiego krolestwa.Manewrowalem do tej pory az przedostalem sie do zamku,pokonujac przy tym pojedyncze armie.
W kazdym razie,moja rada,unikac takich spotkan.Jesli juz jednak wrog z przewaga liczebna nas capnie,nigdy nie wybierac opcji "surrender":)
Nawet jak będziesz ich wyłapywał pojedynczo to i tak minimum trzech lordówza tobą poleci, a jak już stoczysz z nim walkę to reszta do niej dołączy...
-
Ja raczej nie uciekam przed takimi walkami. Nabijają mi poziomy, mnie ogłuszają, biorą do niewoli i buduję NOWĄ i LEPSZĄ armię. Wtedy jest satysfakcja i uczucie "Co ja wtedy robiłem, że byłem taki słaby?!" robiąc szarże swoją szlachtą na Króla Ragnara. :) Jednak żeby takie uczucie było, nie można grać na -100% trudności, bo wtedy to nie gra - to sieka. Na takim poziomie to idziesz walczyć i tyle. 20vs100 - wygrywasz i bierzesz lorda. 100vs300 = bierzesz króla. A poziom masz już 35, bo wybiłeś 500 rycerzy, każdego jednym ciosem zadając 150dmg oburęcznym mieczem/toporem. Jeszcze jak do tego dochodzą kody, to gra nudzi się po 2tyg. w grze.
Pozdrawiam.
-
Myślę że więcej ludzi wybierało by opcję poddania się niż walki z przeważającą liczbą wrogów, gdyby twórcy zrobili że nasz bohater jest śmiertelny i może zginąć podczas walki. Bo teraz to każdy walczy do końca i myśli sobie a może się uda, a tak każdy by się starał ocalić własne życie. I na pewno wtedy mniej byłoby bezsensownych samotnych szarży naszego bohatera na całe zastępy wrogów. Ale cóż obecnie opcja poddaj się jest całkowicie moim zdaniem bezużyteczna bo i tak prawie nikt jej nie używa.
-
Ja walczyłem w 70 na 1000 turków (Chan i 5 lordów)
I wygrałem :))) ale pół armii poszło chociaż każda jednostka awansowała... Straciłem paru zbrojnych reszta to piechota.
-
mi to obojętnie czy zostanę pokonany czy się poddam..i tak wrócę i się zemszczę.ale krwawo! :D
-
z 20% trudności to nawet armia z 800 nord huscarlów to jest małe piwo
a wracając do tematu
nigdy nie uciekam nawet z walk samobójczych(Już wole stracić xxx ludzi niż zostać schwytanym i stracić wszystkich easy)
-
Zdarzają się walki samobójcze i to przez czysty przypadek i moją głupotę "A co mi tam, pomogę tej karawanie atakowanej przez 4x większą armie, będę bohaterem..." Zwykle mam wtedy przymusową podróż dookoła świata, ale i tak jest fajnie. :D
-
Dziwne jest to że- Gdy rozkaże sie atakować żołnierzom kiedy ty pozostajesz w tyle, np. 5 swadian knight"ów na 15 Sea raiders"ów to prawdopodobnie wszyscy swadianie zostaną zabici, ale gdy ty dołączasz do bitwy osobiscie, to żaden swadian nawet ranny nie zostanie.
-
Ja rozkazałem mojej armii liczącej 120 doborowych żołnierzy zaatakować 20 osobowy oddział Rhodoków kiedy ja zostanę w tyle. I co? Wszyscy moi zginęli a Rhodocy stracili 5 ludzi, kompletny brak realizmu. W takiej liczbie to nawet chłopi by ich zabili.
-
W moim przypadku było tak: miałem coś koło 30 luda, ale sami nowicjusze. No i dopadł mnie Chanat z 80 woja typu lansjerzy, doborowi łucznicy konni i tym podobne bydlaki. W połowie walki ogłuszyli mnie i wybili wojsko. No i druga bitewka: ja z 1/4 życia i 2 innych wojowników (tylko ja na koniu) przeciw 30 Khergijczyków (lol :D). Była piękna walka - sam wybiłem z 13, a moi z 5 czyli coś koło połowy. Wzięli mnie do niewoli ale wczytałem.
-
mam akurat ten sam kłopot z Dzumol i Marat tzn.Cholerny brak realizmu w walkach automatycznych(10 huscarlow zginelo przeciwko 5 rhodoków ;/)
nie jestem pewien czy w wersji finalnej poprawiono ten błąd bo mnie już nudzi kierowanie wojskiem przeciw kilku chłopom -.-
-
Ja jeszcze ani razu tak nie mialem :)
A co do walk samobojczych to raz zostawilem caly oddzial w zamku i dopadl mnie wrogi krol ;/ Oczywiscie wybilem mu tam ze 2 gosci i zginolem :)
Wczytalem jeszcze raz, tym razem ustawilem obrazenia na 1/4(najslabsze) i wyciolem mu okolo 100! Oczywiscie bylem na koniu.
-
Aż się przykro czyta jak piszecie o braku realizmu w grze....wczytujecie grę za każdym razem jak przegracie i to jest brak realizmu, a po drugie widział ktoś kiedyś armie bez dowódcy, myślicie, że taki średniowieczny "oczytany" wieśniak walczyłby w polu i sobie poradził bez dowódcy....nie sądze....wybaczcie, ale największy brak realizmu w grze to Wy robicie, a na pewno nie postarali się o niego twórcy gry, albo chociażby nie chcieli.....
-
na najłatwiejszym to ja zabijam ermię króla tracąc 3 żołnieży... i mając dwa razy tyle. a swoją drogą, to po co ci taki garnizon?
-
Wiem, że pytanie było skierowane do Pana z góry, ale odpowiem Ci za siebie....kiedyś zdobyłem na początku gry Reywaldin i za wszelką cenę chciałem utrzymać te miasto, miałem tam garnizon składający się z 550 dobrze wyszkolonych jednostek Nordów i wiesz co......zdobyli mi zamek, cały problem polegał na tym, że właśnie niektórzy nie grają na najniższym poziomie trudności i co najlepsze, gdybym był na Twoim miejscu to wolałbym się nie wypowiadać w wątku "walki samobójcze" grając na najniższym poziomie, bo poprostu żadnej bitwy nie da się przegrać....
Edit: Elavion poćwicz nad ortografią...zainwestuj w słownik
-
mojemu koledze się udało, dostał na początku bitwy dwa headshoty pod żąd (!?)
-
Aż się przykro czyta jak piszecie o braku realizmu w grze....wczytujecie grę za każdym razem jak przegracie i to jest brak realizmu, a po drugie widział ktoś kiedyś armie bez dowódcy, myślicie, że taki średniowieczny "oczytany" wieśniak walczyłby w polu i sobie poradził bez dowódcy....nie sądze....wybaczcie, ale największy brak realizmu w grze to Wy robicie, a na pewno nie postarali się o niego twórcy gry, albo chociażby nie chcieli.....
1. Gram na poziomie trudności 180% i realny save więc się grubo mylisz.
2. Swadiański rycerz to nie chłop z obory żeby bez dowódcy sobie nie poradził
3. Skoro gra jest tak zarąbiście realna to poco lordowie podczas oblężenia pierwsi pchają się na kładkę i padają zanim nawet zdążą wejść na górę?
-
Inteligencja w M&B jest żałosna. Raz gdy jestem na polu bitwy i walczę to moi ludzie (33) potrafią roznieść 56-osobową armię Nordów tracąc 15 ludzi. A gdy dochodzi do oblężenia zamku to już tam moja wspaniała 16 nie da rady zabić 37. Trochę żal, ale Nordowie naprawdę są nieźli w obronie zamków. Wszystko jednak zależy od morali i szczęścia.
-
Ha, także poziomu trudności. Przy 70% trudności (na takiej na szybko testuje mody) z łatwością można zniszczyć armię 2 razy większą od naszej. Wystarczy zmienić obrażenia i już jest realistycznie. Nie rozwalisz 100 jednostek mając 50.
I tu jest realistycznie - 50 zostanie otoczona z dwóch stron i z dwóch stron cięta. Nie mają szans aby wygrać. Nasz bohater pada po dwóch dobrych ciosach, bo już nie jest mega-wymiataczem. Nawet płytówka nie pomoże.
Trochę przeskoczyłem temat, ale cóż.
Pozdrawiam.
-
nie będę kontynuował posta credo tylko opowiem jak to było w potyczce u mnie ;P.
gram lordem Melzem i zaczęła się sieka rozwalałem jednego po drugim(lol tylko 1 strzałę w tarczy miałem o.O) aż patrze na info kto zabił kto zginął ale niema że moi ich tłukli a więc sam wybiłem chyba z 20 jak nie lepiej :P
-
Ja unikam takich walk, ale ostatnio chcialem zdobyc miasto maja tylko 140 osob. W miescie bylo ich okolo 350 liczac króla jeszcze i kilka lordów. Ale oblegalem miasto i jeden po drugim i wylapywłlem nieopodal miasta ich ale kazdy uciekal :)
-
znowu opiszę moją historią tylko tym razem singe z trainerem na forsę ;P. W kospocie kupiłem sobie 3 gości ot tak na wszelki wypadek i zaatakowali mnie korsarze było ich 16 a nas 4 ;). oczywiście zawsze jestem na takie coś przygotowany i miałem asa w rękawie. Kiedy moi wytłukli 4 to ja wytłukłem i tylu że zostało ich 2-5 moi polegli, a ja byłem bez bo mi gibną. Chciałem bez asa ale musiałem i był to miecz dwuręczny zostało mi bardzo mało życia ale ich wytłukłem ;P.
(PS akurat osiągnąłem wtedy 5 lvl 0,o )
-
Moja walka samobujcza była dzisiaj ( 1. 02. 09). wielka armia swadów zaatakowała mi wieś Emirin
moich było 180 + 20 rolników a ich było... 600, ale postanowiłem walczyć. zostało ich 250, i mnie porwali i zostałem z 9 kolesiami i teraz musze zbierać nową armię -.-
-
hmm a o ile ja jako dowódca Swadiańskich rycerzy nawet z przeważającymi siłami Nordów wygrywałem bez strat o tyle kiedy mnie zabrakło (byłem ranny i nie mogłem walczyć) równe mniej więcej (liczebnie) moim wojskom Nordowie równo przejechali się po moich rycerzach ... :/
-
Grałem w moda: Britain War Beta. Zaatakowałem szkotów mając...nic. Przeciwników było około 180. Ja sam (25lvl) z dobrym ekwipunkiem na całą szkocką armię. Bitwa się zaczęła, zaszarżowałem i wbiłem się w szeregi Szkotów jak w masło. Mój koń tratował wszystko co się nawinęło, a ja ciąłem na prawo i lewo moim Claymorem. Bitwa była ustawiona na 100 żołnierzy, więc miałem kogo atakować. W pierwszej fali było około 110 przeciwników. Po kilku minutach moja broń, zbroja i koń były całe czerwone od krwi. Udało mi się wyrżnąć jakieś 80 żołnierzy i miałem jeszcze 3/4 paska życia (grałem na najmniejszych obrażeniach). Ale nagle pojawiły się posiłki i po kilku sekundach mój koń leżał martwy. Ja rzuciłem się na wojska przeciwnika trzymając w ręce Claymora. Wiedziałem, że nie mam już szans ale chciałem wyrżnąć ich jak najwięcej. Uciekając do tyłu wojska oblazłyby mnie ze wszystkich stron, więc rzuciłem się na najbliższych łuczników. Zabiłem może 5 ale już kawałeczek za mną była reszta wojsk Szkotów. Rzuciłem się na nich mając połowę życia, usiekłem jednego ale nagle ze wszystkich stron zaczęły się sypać strzały. Już 3 we mnie trafił ale płytówka dobrze mnie chroniła. Jest! Udało się zabić jeszcze jednego ale z tyłu już zaczęły mnie uderzać miecze i młoty Szkotów. To już był koniec...ale byłem dumny, że udało mi się zabić prawie 90 przeciwników przy battlesizerze ustawionym na 100.
-
Ja nigdy nie uciekam z pola walki. Jak widzę że jadą wrogie armie w dużej ilości to staram się odjechać. Ale jak dojdzie do bitwy to walczę do końca.
-
Też kiedyś miałem uciekać z pola bitwy, ale nacisnąłem przez pomyłkę nie ten przycisk i zacząłem walczyć 180 moich przeciw 2000 Rhodoków (chyba zebrało się ze 15 lordów i król). Na początku nie wierzyłem w siebie ale........wygrałem! Straciłem 150 ludzi a oni wszystkich, a na dodatek złapałem 5 lordów!
pozdro
-
W TEATRC: Ja i moich 10 kaiserlisch repaeter gunner vs. 300 laurian veteran pikeman i kilku tam innych, ale to ilosci male. To byla chyba najnudniejsza bitwa ever. Zaszarzowalem do przodu, zostawiajac swoich ludzi uprzednio w rogu mapy (z dala od bagazu!) i jezdzilem dookola tych cholernych pikinierow i wszystkich wystrzelalem. Nikomu tej zabawy nie polecam, przecietny pikinier jest na dwa strzaly, ile trwa przeladowywanie sami wiecie (na szczescie mialem The Redeemer, co troche pomaga). Po tej bitwie odstawilem MB na dwa dni :D
-
Kurde to ile ty naboi miałeś jak wystrzelałeś ich 300? Chyba z 800 naboi.
-
w bagazu bylo ich duzo :) Dla nie wtajemniczonych - jak masz 0 naboji, podjedziesz do bagazu, otworzysz go nawet nic nie zmieniajac, masz od nowa pelny magazynek. Swoja droga daje to mozliwosci niezlej rzezi, jesli sie bronisz w poblizu swojego bagazu i masz hand gun, bo po zajrzeniu do bagazu jest on na nowo naladowany :)
-
hmm teraz nie uciekam bo po prostu nie musze ;D nikt mi nie podskoczy; danei jraczej uciekalem zeby nie stracic wojska
-
Ja się dość często rzucam w paru wojaków, np. tylko z bohaterami, na spore grupy swadian.
Ich brak konnych bardzo ułatwia sprawę.
Wystarczy tylko przetrwać ostrzał, czasem muszę zmieniać konia w trakcie walki, łapię któregoś z moich ogłuszonych bohaterów.
Rekord to 380 swadian pokonanych w 5 wojaków...
Metoda jest banalna, ganiamy wokół nich w sporej odległości żeby było im trudno trafić oszczepami/strzałami - ostrzeliwując się z łuku.
Jak już przestaną strzelać/rzucać. To odjeżdżamy kawałek i precyzyjnie eliminujemy. Owszem, do większości trzeba strzelac po nogach, bo się za tarczami chowają, ale...
W tej bitwie z 380 swadianami miałem tylko niespodziankę z królem, bo sie okazało że lordowie biegają owszem na piechtę, ale już król - jedzie na warhorse. I musiałem wrócić po lancę, bo strzały koniowi zadawały astromoniczną liczbę zero obrażeń ;-) A sam król się chował za tarczą.
No i oczywiście w czasie walki wracam do bagażu po strzały...
Walka szarżą na huscarli jest bardzo ryzykowna, bo te draby potrafią, zanim dostaną z lancy, przywalić toporem w konika, a ten potrafi paść po jednym mocnym ciosie...
Edit: oszywiscie, jak mi tu słusznie wytknięto - walnąłem się, chodziło o nordów.
-
Od kiedy to Swadia, Nacja posiadająca najpotężniejszą ciężką jazdę nie ma konnych? Chyba Ci się z Nordami pomylili.
-
Dobra, to ja opowiem o tym co mi się stało przed chwilą w modzie Sword of Danocles (jakoś tak).
Byłem i zadowolony i niezadowolony ale teraz to po prostu jestem bardzo niezadowolony. Szukałem kogoś do bicia ale byłem bardzo wolny, szukałem Borchy, żeby trochę zwiększyć tempo oddziału ale cale Królestwo Vaegirow przewaliłem (bo nimi grałem) i ich nie było. Właśnie wychodziłem z Curaw. Przypadkiem najechałem na jakiś swadianski zamek myszką i pojawiło się "(Under siege)" chciało mi się bić a każdy był mi za szybki to pomyślałem ze się tam wybiorę, bo ostatnio widziałem vaegirskie party na terenie Swadii. Trochę nie rozważnie to postanowiłem bo może to byli Rhodocy czy Khergici lub (o boże..) Nordowie! No ale i tak się tego nie dowiedziałem (sic!). Jadę sobie i docieram przy okazji do Zamku Ismiralla , nie zauwazylem ze oni tez sa under siege. No i patrze, z 5-6 oddziałów khergitów!!! No nie, no!! Miałem wolny oddział, nie było szans na ucieczkę przed szybkimi Khergitami. Mimo wszystko probuje, może mnie uratuje (marzenie) King Yaroglek z jego potężnym party. Widzę obok siebie vaegirskich chłopów którzy uciekają z Ismiralli troszeczkę za mną się pojawili (miałem nadzieję ze się zajmą nimi). Cień nadziei, ale zniknął tak szybko, jak szybko się pojawił. Oni mieli prędkość 5.6, lecz ja miałem 4.6. Po chwili znikli za mgłą wojny, gdy mnie dzieliło już z 2 cm. na monitorze od Khergitów. Proszę o cud, ale już po chwili pojawia mi się ekran przedbitewny. Nie spojrzałem nawet na inne opcje, bo nie mam zamiaru tracić żołnierzy nie walcząc, nacisnąłem "Charge the enemy". I Ośnieżona plansza w miarę równinna pojawiła się, za mną moich 40 wojaków na przeciw 436 Khergitów. Próbuję jakiś szyk ustawić- jakiś najprostszy bo miałem tylko piechotę i włóczników tylko- ustawiłem, ale moi włócznicy nie wyrzucili ani jednej włóczni (nie wiem czemu) więc od razu ich schowałem. No i szarża. Ustawiłem się przez jakimiś elite infantry bez tarcz, żeby zasłonić ich lub ew. troche przed szarżą zasłonić. Sam byłem piechotą, tyle że miałem pawęż, którą chciałem bronić. No i bum, szarża. Szyk oczywiście od razu się rozbił, przewidziałem to i na to nie było rady. Moi dawali radę, no ale co zrobić jak wrogów było 10 razy więcej. Zabiłem chyba 3 konnych i poległem. Wrogów było zatrzęsienie, co chwile koleś się przewracał jak oddalał się od oddziału bo Khergici kręcili koła wokół Miejsca gdzie się toczyła walka. Można by to nazwać okiem cyklonu ;) Moje wojska starały się chronić sztandaru-
(http://img293.imageshack.us/img293/6557/obronasztandarub.jpg)
Nie trwało to więcej niż 30 sekund- 30 sekund krwistej rzezi moich ludzi-
(http://img15.imageshack.us/img15/9572/poleglimy.jpg)
Przegraliśmy, żadne zdziwienie.
Ale to dopiero zdziwienie-
(http://img10.imageshack.us/img10/3392/50821181.jpg)
Okazało się, że tylko ja kogoś zabiłem o.O
No cóz, to zwiększyło moją gorycz po przegranej.
Kurczę, sorry za ten rozmiar, powiedzcie to zmniejsze na jakis 1024x xxx
-
Ja już niestety nie mogę zrobić samobójstwa w M&B bo mam błąd(THEMIDA)
-
Samobójstwa to chyba nikt nie może :)
Co do tamtego. Wkurzyłem się potem, jak wyszedłem na mape. Okazało się, że jakbym uciekal w kierunku Curaw, bym dotarł do miasta a tamci by mnie nie zdążyli złapać. Ale kiedyś będzie słodka zemsta :>
Ale themida to błąd? Themida to podobno "Potężna aplikacja która dzięki korzystaniu z technologii Ring pozwoli na pełne zabezpieczenie naszych aplikacji przed niepowołanym działaniem osób trzecich, jak deassembleracja czy debugowanie."
Ale napisz do mnie na PW jak coś. Nie będę tutaj rozkręcał offtopu.
-
Nie lubię walk z większą armią wroga. Raz zwątpiłem w siebie , i 78 wytrenowanej i zbrojnej jazdy poszło w niewiadome , bo stchórzyłem i się poddałem 300 przeciwnikom. Po tym zdarzeniu szybko wyszukałem sobię 15 najemnych kawalerzystów. W 16 wędrowałem do Veluca , gdy zaatakował mnie Lord Hugu. Miałem 15 najemnych kawalerzystów , za to wróg dysponował siła 65 kawalerzystów. Niechciałem popełnić tego samego błedu , i stracić drużyny za 6000 denarów. Gdy nacisnąłem "Zaatakuj wroga , wyskoczyła mi informacja , że do bitwy doszedł Lord "Niepamiętam" i miałem 15 zbrojnych przeciwko 158 oddziałom wroga. Opadły mi ręce , nacisnąłem "Zaatakuj wroga" , po czym ruszyłem szarżą na wroga. Po 15 minutach krwawej bitwy wygrałem , tracąc tylko 4 zbrojnych. Lordowi Hugu nie udało się uciec , mogłem go więzić lub wypuścić , darowałem mu wolność , gdyż jestem człowiekiem honoru. Przewaga wroga nie zawsze oznacza przegraną , jeżeli posiadacie odpowiednio uzbrojone i wyszkolone jednostki , bo jeśli pozaciągaliście na bitwy chłopaków z widłami , to się wam nie uda. Obecnie moja armia to 149 ludzi , 99 najemników , 50 najemnych kawalerzystów.
Pozdrawiam
-
Też coś o tym wiem. 70 greckich hoplonów(ja) vs 600(Królowa i jakaś inna) amazonek....Po bitwie okazało się ze moich zginęło z 10, a reszta oprócz mnie i 15 innych została ranna xD Mówię wam, to była wręcz epicka bitwa!
-
Ja walcze
-
Ja walcze
No co ty nie powiesz?
-
Ja walcze
Radze ci przestać pisać głupie posty,to już chyba trzeci raz,bardzo się ciesze,że walczysz.
-
Ja kiedyś jak wracałem z kampanii wojennej z 132 ludźmi i 32 jeńcami to mnie dogonił wróg liczący 150 ludzi (moi byli ranni) walczyłem ale i tak przegrałem bo ktoś mu jeszcze pomógł ;/
-
Ja tam nie uciekam walczę do końca :p ale pamiętam 2 tygodnie temu, nieżle się wkurzyłem, mam mało zdrowia wystarczy JEDEN cios i po mnie, zostało na mapie 10 wrogów, na nich posłyam moich ludzi i jak głupi jadę za nimi pojechałem, a potem na środku stanełem aby popatrzeć jak oni rozwalają ostanie silły a tu ZOINKS! idą na mnie czterej ostani, uciekam i BAM! dostałem toporem :P CO ZA HAŃBA TOPOREM BOHATERA I TO W PLECY :P. nie ale fart że miałem swoich ludzi bo by mnie naaaa bardzo długo trzymali bo miałem 4 lordów pojmanych :P, a ja ciągle odmawiałem wzwięcia okupu.
-
Ja tak samo jak Pablo nigdy nie uciekam (chociaż najczęściej też nie ma takiej potrzeby :]), ale gdy już widzę że przegrywam, wycofuję swoje pozostałe jednostki z pola walki (mam tylko piechotę i łuczników - mod SoD) ustawiam ich w szyku obronnym(1 ,F1 ,2 ,F6F6) i czekam aż wróg zaatakuje. Wtedy zazwyczaj szale przeważają się na moją stronę, gdyż wróg ma najczęściej konnicę albo piechotę . Konnicę pokonują pikienierzy a piechotę łucznicy :)
-
Ja także nigdy nie uciekam, jak widzę przewagę wroga to łucznicy na wzgórze a piechota przed nich kawałek. Ale ostatnio zostało mi 10 paladynów(mod Light&Darkness - Heroes of Caradia) a wróg 145 ludzi, to ja nic ustawiłem ich w szyku i stanąłem obok nich. Sami moi paladyni zabili z 80 luda, a ja z 20. Niestety zostałem ja(4hp) i 1 paladyn a wrogów 45 najlepszych. Niestety przegrałem i dłuuugo byłem w niewoli :(