Miłosierny Anioł
Pełen bólu, ze skrzydłami połamanymi,
Skrzywdzony i nierozumiany,
Przez niebiosa odpychany,
Biegnie ulicą Anioł z głową odkrytą, włosami rozwianymi.
Ulica jest pełna żebraków i innych skrzywdzonych ludzi.
Chociaż Anioł jest w pośpiechu, przy każdym się zatrzymuje.
Wzrokiem twarze pełne nędzy i ubóstwa lustruje.
Wyciąga rękę i z pomocą dla cierpiących się trudzi.
Anioł z połamanymi skrzydłami, któremu nikt nie pomaga.
Anioł chory, Anioł kaszlący, Anioł bolesny,
Jest niewybredny i nieszczęsny.
Bez słowa skargi z ratunkiem gna. Ach, cóż za odwaga.
A kiedy, najlepiej jak umiał, pomógł już wszystkim,
Uśmiechnął się, ból w kręgosłupie tłumiąc,
Uniósł złamane skrzydła, niczym się nie przejmując,
Wstał i pobiegł dalej, by nieść swą misję.
Daleko nie dotarł, gdyż upadł, łamiąc nogę.
A czterdzieści metrów za nim podążali ludzie,
Ci sami, którym wcześniej dopomógł w biedzie z trudem.
Gdy się z nim zrównali, kiwając głowami szacunek mu oddali.
I poszli dalej, w swoją stronę.
Nie zawracając głowy rannym Aniołem.
Anioł nawet słowem o pomoc nie zawołał.
Uśmiechnął się tylko smutno i skonał.