Forum Tawerny Four Ways
Mount&Blade Warband => Warband Singleplayer => Wątek zaczęty przez: xXWentressXx w Grudnia 17, 2012, 17:03:41
-
Tak jak w temacie. Chodzi mi o to że... Mam już dużo ludzi w swoim oddziale i chciałbym założyć swoje królestwo. Które Państwo/Królestwo opłaca się zaatakować? Mój kolega mówi że najlepiej Rhodoków bo ich piechota jest super słaba. Jakie jest wasze zdanie?
-
Swadia. Zawsze, ale to zawsze jak grałem dostawali od wszystkich królestw. Mają bardzo złe położenie. Ew. możesz zacząć od Khegritów - łatwo się broni zamki jak oni atakują.
------
Twój kolega.... Spróbuj wbić się na mury przy tym ostrzale strzelców + sierżanci przy drabinie..
-
Rhodocka piechota jest najlepsza :D Wbijaj w Khergitów, ewentualnie na upartego Sarranidów. Ja sie 450 chopa broniłem przed 2k muzułmańskiego ludu i udało sie ;d
-
------
Twój kolega.... Spróbuj wbić się na mury przy tym ostrzale strzelców + sierżanci przy drabinie..
Dobra Tarcza nie jest Zła! ;p. Co do Swadii.... U mnie raz mieli z Nordami, Khergitami i Rhodokami wojne... Rhodocy i Nordzi już nie istnieli a Khergici dobili Swadie :X
-
Tą która obecnie ma najmniej ziem. Z reguły zawsze jest frakcja którą wszyscy biją, więc zaatakują ją od tyłu. Zwykle jest to, jak koledzy wcześniej wspomnieli, Swadia.
-
Chyba ktoś wcześniej już wspomniał, czyli Swadia. Jedno z lepszych państw do podbicia na początku. Z tego państwa masz dobry przyczółek na inne kraje i możesz dowolnie wybrać kierunek napaści, a także masz stały dostęp do swadiańskich rycerzy którzy dobrze rozdysponowani pomogą Ci wygrać każdą bitwę w polu.
-
Moim zdaniem najlepiej zaatakować na początek khergitów, gdyż są najsłabszą frakcją w zwarciu(chociaż lansjerzy czasami potrafią dać popalić "kosami"(nie pamiętam jak to się nazywa, ale wygląda jak kosa osadzona na sztorc), ewentualnie sarranidów, którzy mają bardzo dobrą jazdę.
-
Pytanie jest o tyle dziwne, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Chyba tylko Bane zauważył, że dobrze jest zaatakowac najsłabszego i/lub tego, kto toczy najwięcej wojen, by się po prostu doczepic do podziału łupów. Wymienił Swadię, ale jako "najczęściej", a nie "zawsze".
Drodzy Gracze, sami musicie wiedziec, co chcecie osiągnąc i na podstawie swego doświadczenia w grze wiedziec, czy Wasz cel jest w zasięgu. Kolega, co zadał pytanie, ma już dośc duży oddział, więc jako taką orientację o wojskach Calradii też powinien posiadac.
Moja porada: Reagowac elastycznie na sytuację polityczną w Calradii.
Należy samemu sobie odpowiedziec na następujące pytania:
1. Z jakiego kraju jednostki najczęściej werbuję?
Zaczęcie tworzenia królestwa od zajęcia terenu, z którego można werbowac ulubione jednostki, pociągnie za sobą jeden plus i jeden minus. Zaletą będzie możliwośc werbowania swoich ulubionych jednostek, tzn. rekrutów do wyszkolenia. Jest to ważne, bo jak toczymy z kimś wojnę, to opcja werbunku nie pojawia się w wioskach należących do wroga. Wadą będzie jednak niskie morale tych jednostek dopóki toczymy wojnę.
Rozwiązanie: Jeśli np. lubimy huskarli, zajmijmy etnicznie nordyckie miasto/zamek pod panowaniem Vaegirów lub Swadian. Wtedy mamy wojnę z tymi ostatnimi krajami, a Nordów do rekrutacji. To tylko przykład oczywiście. Każdy ma swoje upatrzone jednostki.
2. Jaki kraj jest najsłabszy i toczy najwięcej wojen?
Już to Bane wymienił. Im mniejszy kraj zaatakujemy, tym szybciej go podbijemy. Jeśli zniknie z mapy, będzie można rekrutowac jednostki z niego bez straty morale. Żołnierze nie będą tęsknic za dawną ojczyzną, bo już jej nie będzie.
Duża ilośc wojen tego kraju sprawi, że jak już wróg uzbiera armie, to zanim ona nam napsuje krwi, może zostac rozbita przez inny kraj. Jeśli jednak jesteśmy jedynym wrogiem danej frakcji, rzuci ona na nas całe swe siły.
3. Położenie geograficzne:
Wybór początkowej lokalizacji w centrum naraża nas na ataki ze wszystkich stron. Na skrajach mapy najłatwiej się bronic.
4. Załoga fortec:
Na początku będziemy atakowac najsłabsze twierdze, więc warto wybrac kilka koło siebie, by nie rozsiac naszego nowego królestwa po całej mapie.
5. Bogactwo upatrzonych terenów:
W końcu to nasze królestwo musi jakoś prosperowac. Pamiętajmy jednak, że po wojnie zamożnośc nieco podupadnie. W każdym razie bogate miasta szybciej się dźwigną po zawierusze wojennej.
Czego bym nie brał pod uwagę, to właśnie to, o czym wszyscy piszecie: Rodzaj wojsk przeciwnika. Jeśli nasze królestwo ma cokolwiek znaczyc i przetrwac choc trochę, musimy umiec dokopac każdemu. Jednemu leżą Khergici jako przeciwnik, innemu Rhodocy itd. Po prostu każdy kraj ma inny styl walki z wadami i zaletami. W związku z tym na każdego jest inny sposób. Nie ma więc czegoś takiego jak łatwiejsza i trudniejsza frakcja, tzn. nie ogólnie. W miarę rozwoju sytuacji kraj A może byc silniejszy od B, ale nie dlatego, że ma lepsze jednostki, tylko większe i bogatsze tereny, a więc stac go na więcej jednostek.
-
5. Bogactwo upatrzonych terenów:
W końcu to nasze królestwo musi jakoś prosperowac. Pamiętajmy jednak, że po wojnie zamożnośc nieco podupadnie. W każdym razie bogate miasta szybciej się dźwigną po zawierusze wojennej.
Na to raczej się nie patrzy, spadki wywołane oblężeniami, czy najazdami są i tak za niskie aby brać je pod uwagę(Spadek dobrobytu miasta standardowo 33% co 72 godziny - Trzeba by w praktyce takie miasto oblegać miesiącami, aby było do uznania za "nieopłacalne", jeśli miasto jest biedne to wsie też będą.)
W miarę rozwoju sytuacji kraj A może byc silniejszy od B, ale nie dlatego, że ma lepsze jednostki, tylko większe i bogatsze tereny, a więc stac go na więcej jednostek.
Khergici są wyjątkiem w tym wypadku, ze względu na konnicę jako praktycznie całą armię(Oprócz rekrutów) będą mieli lepsze wyniki w walkach SI.
-
Na to raczej się nie patrzy, spadki wywołane oblężeniami, czy najazdami są i tak za niskie aby brać je pod uwagę(Spadek dobrobytu miasta standardowo 33% co 72 godziny - Trzeba by w praktyce takie miasto oblegać miesiącami, aby było do uznania za "nieopłacalne", jeśli miasto jest biedne to wsie też będą.)
No to właśnie potwierdzasz, że warto brac ten czynnik pod uwagę. Napisałeś, że spadki bogactwa w wyniku jednej bitwy są niewielkie. Skoro są niewielkie, to warto zając bogate miasto zamiast biednego, bo wtedy bogate na chwile zmieni się w powyżej przeciętne, a takie i tak nam napełni kasę. Po krótkim czasie i przy dobrych warunkach znowu stanie się bogate. Jeśli natomiast zajmiemy biedne, to wiele pożytku z niego nie będzie.
Na marginesie dodam, że to prawda, co piszesz: z bogatego miasta nędza zrobi się dopiero po konkretnych kilku zadymach. Miałem taki przykład, jak miasto 5 razy w ciągu krótkiego czasu zmieniło właściciela. Z najbogatszego zrobiło się siedlisko much i psów na ulicy.
Khergici są wyjątkiem w tym wypadku, ze względu na konnicę jako praktycznie całą armię(Oprócz rekrutów) będą mieli lepsze wyniki w walkach SI.
Akurat nie u mnie. W moim sejwie średnio im idzie, chociaż faktycznie mieli swoje 5minut. Nie wiem, jak gra liczy wynik bitwy między dwoma "komputerami" i nie chcę wiedziec. Nie fascynuje mnie przeliczanie kalkulatorkiem rezultatu. Wolę zestawienie realnych szans starcia danych jednostek (gra pod tym względem odpowiada w dużym stopniu rzeczywistości). I tak prawie cała armia khergitów to kawaleria, ale to lekka jazda z niewielkim pancerzem. W bezpośrednim starciu z jazdą swadiańską czy mamelukami niewiele z nich zostaje. Oczywiście wynik bitwy SI nie uwzględnia takich rzeczy, czy khergici atakują z doskoku (wtedy mają szansę) czy wdają się w naparzankę (wtedy są pozamiatani), ale przeciwnik z mniej liczną, ale opancerzoną kawalerią powinien im też umiec dokopac nawet w bitwie symulowanej przez komputer. Oczywiście nie zawsze - są jeszcze inne czynniki od terenu po fart.
W każdym razie co nas obchodzą właściwie bitwy SI? Pytanie było, kogo najlepiej zaatakowac. Z naszym przeciwnikiem nie będziemy więc raczej polegac na komputerze, tylko weźmiemy sprawy w swoją myszkę i klawiaturę. Tak przynajmniej zalecam :)
-
No to właśnie potwierdzasz, że warto brac ten czynnik pod uwagę. Napisałeś, że spadki bogactwa w wyniku jednej bitwy są niewielkie. Skoro są niewielkie, to warto zając bogate miasto zamiast biednego, bo wtedy bogate na chwile zmieni się w powyżej przeciętne, a takie i tak nam napełni kasę. Po krótkim czasie i przy dobrych warunkach znowu stanie się bogate. Jeśli natomiast zajmiemy biedne, to wiele pożytku z niego nie będzie.
Na marginesie dodam, że to prawda, co piszesz: z bogatego miasta nędza zrobi się dopiero po konkretnych kilku zadymach. Miałem taki przykład, jak miasto 5 razy w ciągu krótkiego czasu zmieniło właściciela. Z najbogatszego zrobiło się siedlisko much i psów na ulicy.
Akurat nie u mnie. W moim sejwie średnio im idzie, chociaż faktycznie mieli swoje 5minut. Nie wiem, jak gra liczy wynik bitwy między dwoma "komputerami" i nie chcę wiedziec. Nie fascynuje mnie przeliczanie kalkulatorkiem rezultatu. Wolę zestawienie realnych szans starcia danych jednostek (gra pod tym względem odpowiada w dużym stopniu rzeczywistości). I tak prawie cała armia khergitów to kawaleria, ale to lekka jazda z niewielkim pancerzem. W bezpośrednim starciu z jazdą swadiańską czy mamelukami niewiele z nich zostaje. Oczywiście wynik bitwy SI nie uwzględnia takich rzeczy, czy khergici atakują z doskoku (wtedy mają szansę) czy wdają się w naparzankę (wtedy są pozamiatani), ale przeciwnik z mniej liczną, ale opancerzoną kawalerią powinien im też umiec dokopac nawet w bitwie symulowanej przez komputer. Oczywiście nie zawsze - są jeszcze inne czynniki od terenu po fart.
W każdym razie co nas obchodzą właściwie bitwy SI? Pytanie było, kogo najlepiej zaatakowac. Z naszym przeciwnikiem nie będziemy więc raczej polegac na komputerze, tylko weźmiemy sprawy w swoją myszkę i klawiaturę. Tak przynajmniej zalecam :)
Jeśli się posiada własne miasto w swoim królestwie, to już z opodatkowania karawan ma się kasy jak lodu, jeśli ma się ziemię w miastach, to dodatkowo jest masa dochodu, nie muszę chyba dodawać, że z okupów za honorowych(Honor rating można sobie spokojnie nabić na neutralnych, nie będą mieli tego za złe) i niehonorowych lordów oraz za żołnierzy dochód można wycisnąć tak duży by nie mieć potrzeby sobie zawracać głowy czymś takim jak selekcję pod względem dochodowości miast do podbicia.
Walki SI mają znaczenie w tym temacie, bo to one decydują, które królestwo góruje nad resztą, a kawaleria jest liczona jako silniejsza jednostka niż inne w polu(Gdy lord awansuje żołnierzy to po równo w dostępnych awansach - W normalnej armii lord ma 1/4 kawalerii jeśli nikt nie zginął w walce, khergitom to różnicy nie robi czy ktoś zginął czy nie bo i tak nowi zostaną kawalerzystami).
Oczywiste jest, że znaczny wpływ ma polityka królestw i walki z graczem.
-
A ja zaatakowałem Veagirów z trzech powodów:
- Nie mieli żadnych wojen, więc w wojnie z nimi się nie nudziłem.
- Ich terytorium znajduje się na uboczu, więc nie trzeba się obawiać napaści z kilku stron, w przypadku wojny z innymi państwami.
- Na ich ziemiach jest dużo bandytów, za których dostaje się dużo doświadczenia, czyli korsarzy i bandytów z tajgi, więc nie ma problemu ze szkoleniem nowych jednostek (łupy z korsarzy są poza tym dosyć cenne).
Najlepsze było to, że w zakładce "frakcje" było napisane, że to Veagirowie mają przewagę w walkach, mimo że prawie codziennie pokonywałem im kilku lordów i zabrałem im dwa miasta oraz trzy zamki.
-
@Thebadman
Jeśli zaczniesz od miasta rzadko odwiedzanego przez karawany, to akurat Twój argument o dochodzie z nich będzie nietrafiony. Po prostu przypadkiem trafiłeś na bogate miasto i masz z tego korzyści. Nie mów więc teraz, że nie warto było się rozejrzec za takim celem. Tobie akurat się trafiło, ale równie dobrze mogłeś zając jakieś dziadowo i niewiele byś z karawan ugrał.
Oczywiście, że z okupów można nabic kasę, ale wystarczy, że któregoś tygodnia nie wykonasz normy, tzn. nie weźmiesz do niewoli tylu, by pokryc bieżące wydatki, i już wychodzisz na minus. Jest to więc źródło dochodu zbyt zależne od czynników zewnętrznych. Chociażby zawszesz pokój i już biedujesz. Z podobnego powodu ludzkośc przeszła ze zbieractwa jagód i grzybów na uprawę ziemi: zamiast modlic się tylko o dostępnośc owoców, ludzie sami zaczęli udoskonalac metody ich wytwarzania zdobywając pewnośc, że coś wyrośnie.
Zresztą, nawet jak się ma dużo kasy z okupów, to naprawdę nie zaszkodzi miec jeszcze dochód miasta, zwłaszcza że ten dochód robi się sam i nie trzeba za nim ganiac jak za jeńcami.
Co do kawalerii zakładał się nie będę, bo nie grzebię po algorytmie gry (uważam to w ogóle za psucie zabawy, gdy ktoś wylicza kalkulatorkiem prawdopodobny wynik bitwy: rycerze w Calradii kalkulatorka nie mieli :) ). Nie dam sobie więc ręki uciąc za to, co nawymyślali autorzy gry. Jeśli jednak traktują kawalerzystę swadiańskiego na równi z khergickim, to jest to karygodny błąd z wojskowego punktu widzenia. Ciężka kawaleria rozjeżdża mianowicie lekką w bezpośrednim starciu. Ta druga będzie też łatwiejsza do zatrzymania przez spieszonego przeciwnika w zwartym szyku. Lekka jazda ma jednak przewagę prędkości i zwrotności, co zmniejsza niedogodności związane z trudnym terenem.
Jeśli program po prostu liczy siłę jednostek, a obie formy kawalerii traktuje tak samo niezależnie od terenu, to pier***ę i nie gram w to gówno. Póki co jednak nie wierzę w to, bo gra sprawia wrażenie, że robili ją kumaci ludzie, więc pewnie na taką łatwiznę nie poszli.
-
Zawsze można jeszcze porozsadzać wszędzie farbiarnie, 22 miasta * ~500 dochodu, 11k :)
-
@Thebadman
Jeśli zaczniesz od miasta rzadko odwiedzanego przez karawany, to akurat Twój argument o dochodzie z nich będzie nietrafiony. Po prostu przypadkiem trafiłeś na bogate miasto i masz z tego korzyści. Nie mów więc teraz, że nie warto było się rozejrzec za takim celem. Tobie akurat się trafiło, ale równie dobrze mogłeś zając jakieś dziadowo i niewiele byś z karawan ugrał.
- Chyba nie masz na myśli Nativa ;), tam aby wioske złupić doszczętnie musi być co tydzień najeżdżana przez co najmniej półtora miesiąca, miasta muszą być oblegane miesiącami aby zbiednieć, a przy kilku królestwach karawany i tak będą przechodzić blokadę zwiększając dobrobyt.
- Biedne miasto będzie zwykle chętniej odwiedzane przez kupców ze względu na większe braki dóbr - a przez co większe ceny, dochody z podatków(Wyjątkiem są biedne i bardzo biedne, żywność nie da takich dochodów). Zmaleją tylko podatki od mieszkańców i produkcja miasta, która z perspektywy lord-królestwo jest nieważna dla gracza o ile nie chce podbić całej Carladii jako wasal, jako król będzie się raczej podbijało każde miasto, jakie się da...
Oczywiście, że z okupów można nabic kasę, ale wystarczy, że któregoś tygodnia nie wykonasz normy, tzn. nie weźmiesz do niewoli tylu, by pokryc bieżące wydatki, i już wychodzisz na minus. Jest to więc źródło dochodu zbyt zależne od czynników zewnętrznych. Chociażby zawszesz pokój i już biedujesz. Z podobnego powodu ludzkośc przeszła ze zbieractwa jagód i grzybów na uprawę ziemi: zamiast modlic się tylko o dostępnośc owoców, ludzie sami zaczęli udoskonalac metody ich wytwarzania zdobywając pewnośc, że coś wyrośnie.
Zresztą, nawet jak się ma dużo kasy z okupów, to naprawdę nie zaszkodzi miec jeszcze dochód miasta, zwłaszcza że ten dochód robi się sam i nie trzeba za nim ganiac jak za jeńcami.
- 20 farbiarni = 19* 500 + 1400-1800(Tani jedwab w Reyvadin), w reszcie robisz oliwę/narzędzia i już jest znaczny dochód, podatki z karawan wystarczą; Jeżeli masz za mało pieniędzy to należy pomyśleć czy nie ma się przypadkiem zbędnej kawalerii czy najemników...
Co do kawalerii zakładał się nie będę, bo nie grzebię po algorytmie gry (uważam to w ogóle za psucie zabawy, gdy ktoś wylicza kalkulatorkiem prawdopodobny wynik bitwy: rycerze w Calradii kalkulatorka nie mieli :) ). Nie dam sobie więc ręki uciąc za to, co nawymyślali autorzy gry. Jeśli jednak traktują kawalerzystę swadiańskiego na równi z khergickim, to jest to karygodny błąd z wojskowego punktu widzenia. Ciężka kawaleria rozjeżdża mianowicie lekką w bezpośrednim starciu. Ta druga będzie też łatwiejsza do zatrzymania przez spieszonego przeciwnika w zwartym szyku. Lekka jazda ma jednak przewagę prędkości i zwrotności, co zmniejsza niedogodności związane z trudnym terenem.
Jeśli program po prostu liczy siłę jednostek, a obie formy kawalerii traktuje tak samo niezależnie od terenu, to pier***ę i nie gram w to gówno. Póki co jednak nie wierzę w to, bo gra sprawia wrażenie, że robili ją kumaci ludzie, więc pewnie na taką łatwiznę nie poszli.
- Przy obliczaniu siły jednostki bierze się pod uwagę poziom(Więc Swadia rox!), typ(Więc na masową skalę Khergici się cieszą), teren, rodzaj walki(Oblężenie/potyczka/najazd). Lekka kawaleria raczej ma mniejszy poz, więc nie widzę powodu aby algorytm jakoś psuł grę...
-
- Chyba nie masz na myśli Nativa ;), tam aby wioske złupić doszczętnie musi być co tydzień najeżdżana przez co najmniej półtora miesiąca, miasta muszą być oblegane miesiącami aby zbiednieć, a przy kilku królestwach karawany i tak będą przechodzić blokadę zwiększając dobrobyt.
- Biedne miasto będzie zwykle chętniej odwiedzane przez kupców ze względu na większe braki dóbr - a przez co większe ceny, dochody z podatków(Wyjątkiem są biedne i bardzo biedne, żywność nie da takich dochodów). Zmaleją tylko podatki od mieszkańców i produkcja miasta, która z perspektywy lord-królestwo jest nieważna dla gracza o ile nie chce podbić całej Carladii jako wasal, jako król będzie się raczej podbijało każde miasto, jakie się da...
... co tylko potwierdza, że warto rozeznac się w ekonomii pierwszego zajmowanego miasta. Sam właśnie piszesz, że to ma znaczenie. Dodam, że nigdy nie pisałem, że priorytetowe. Nie wymieniłem tego czynnika w pierwszej kolejności.
- 20 farbiarni = 19* 500 + 1400-1800(Tani jedwab w Reyvadin), w reszcie robisz oliwę/narzędzia i już jest znaczny dochód, podatki z karawan wystarczą; Jeżeli masz za mało pieniędzy to należy pomyśleć czy nie ma się przypadkiem zbędnej kawalerii czy najemników...
Wcześniej pisałeś tylko o okupach i dopiero teraz budzisz się z farbiarniami. Lepiej późno niż wcale, niemniej jednak nie zaprzecza to mojemu twierdzeniu, że same okupy i łupy to dochód niepewny, bo zależy od wojen i bogactwa przeciwnika.
Trzymam przy swoim: możesz miec miliardy z farbiarni, ale nigdy nie zaszkodzi wziąc najpierw bogate miasto od dziadowa. Lepiej miec "jeszcze więcej" niż "więcej", prawda?
- Przy obliczaniu siły jednostki bierze się pod uwagę poziom(Więc Swadia rox!), typ(Więc na masową skalę Khergici się cieszą), teren, rodzaj walki(Oblężenie/potyczka/najazd). Lekka kawaleria raczej ma mniejszy poz, więc nie widzę powodu aby algorytm jakoś psuł grę...
Jeśli tak, to słusznie wierzyłem w kumację autorów. Skoro jednak lekka kawaleria ma mniejszy poziom od ciężkiej, sam fakt posiadania przez Khergitów samej jazdy nie czyni z tej frakcji potęgi. Szczególnie przy oblężeniach zamków słabo im idzie, bo tam trzeba walczyc w zwarciu i przebijac się na wąskim odcinku. Bez pancerza można stosowac tylko taktykę armii czerwonej: "Wpieriod! Nas mnogo!".
Żeby nie przeciągac tematu, a dla czytelnika został jasny i czysty przekaz, proponuję kompromis w dyskusji: Bogactwo pierwszej zajmowanej twierdzy gra rolę, aczkolwiek są czynniki ważniejsze.
-
Co do miast:Jeżeli jest biedne ze "sztucznego powodu" czyli innego niż braki dóbr, to jest to definitywnie negatywne, w innym wypadku będą wysokie zyski z cła; Podatki to Dobrobyt*Maksymalny dochód z danego typu lenna i jest to znacznie mniej niż dobrze wykorzystane braki dóbr w mieście.
Co do farbiarni:Nie wymieniałem tego, bo wydawało mi się, że jest zbyt oczywistym dochodem pokrywającym koszt awansów do walk w polu(Kawaleria) i utrzymania drużyny gracza, garnizony spokojnie utrzymają się same, jeśli wie się ile go trzeba.
Co do bitw AI:Niestety do kalkulacji nie brane są pod uwage umiejętności i ekwipunek jednostek ani mapa a więc Khergitom nie przeszkodzi jeśli będą mieli słabszy pancerz a przeciwnik lepsze uzbrojenie wroga, jeśli nadrobią to liczebnością albo będą mieli podobny/lepszy poziom postaci.
Co do bogactwa:Jeżeli się gra jako król, to najlepiej przejmować włości najbliżej granicy, co da większe bezpieczeństwo tym, które wcześnie tworzyły granicę i nie będą już narażone w takim stopniu na biedę.
-
Co do bogactwa:Jeżeli się gra jako król, to najlepiej przejmować włości najbliżej granicy, co da większe bezpieczeństwo tym, które wcześnie tworzyły granicę i nie będą już narażone w takim stopniu na biedę.
Ten czynnik też wymieniałem. Zwarte królestwo lepiej się broni. W kwestii bogactwa miasta piszę cały czas o pierwszej zdobyczy. Oczywiście ktoś może traktowac bogactwo jako czynnik priorytetowy nad jednością terytorium. Jego sprawa. Dla mnie jednak jest wnerwiające jeździc na koniec mapy, bo jakaś inwazja nadeszła, a w połowie musiec się wracac, bo wróg pod stolicą.
...garnizony spokojnie utrzymają się same...
W pomocy do gry w Menu piszą, że żołd żołnierza w garnizonie wynosi połowę żołdu żołnierza w drużynie gracza. Garnizon więc też kosztuje i nie utrzymuje się sam. Chyba że masz na myśli, żeby koszty garnizonu były pokryte przez dochód zamku/miasta. Spoko, tylko że przy biedniejszych fortecach będziesz miał wtedy maleńki garnizon nie będący w stanie oprzec się większości najeźdźcom. Będzie to wymagało, abyśmy sami reagowali bardzo szybko i nadjeżdżali z odsieczą. Zadaniem garnizonu jest powstrzymanie wroga na tyle, abyśmy zdążyli dojechac. Aby osiągnąc ten efekt, należy obsadzic go wystarczającą liczbą wystarczająco wyszkolonych żołnierzy. Ile to jest - zależy od spodziewanego przeciwnika, a nie od kasy, jaką generuje twierdza. Twierdza może byc przecież biedna, a może byc oblegana przez silnego przeciwnika. Jeśli zostawimy tam słaby garnizon, możemy nie zdążyc dojechac. Silniejszy garnizon może potrzymac przeciwnika dłużej i zadac mu większe straty. Nie muszę chyba tłumaczyc, że lepiej jest przyjechac, gdy się jeszcze bronimy niż później odbijac twierdzę. Co prawda wróg nie zostawi tam całych sił, ale jednak atakowanie murów powoduje większe straty niż siedzenie za nimi.
No i bierzmy pod uwagę, że możemy byc potrzebni w dwóch miejscach jednocześnie. Nie zawsze możemy po prostu podjechac i obronic twierdzę. Czasami zatrzymają nas inne sprawy - ot, chociażby bitwa na drugim odległym odcinku frontu.
Co do bitw AI:Niestety do kalkulacji nie brane są pod uwage umiejętności i ekwipunek jednostek ani mapa a więc Khergitom nie przeszkodzi jeśli będą mieli słabszy pancerz a przeciwnik lepsze uzbrojenie wroga, jeśli nadrobią to liczebnością albo będą mieli podobny/lepszy poziom postaci.
- Przy obliczaniu siły jednostki bierze się pod uwagę poziom(Więc Swadia rox!), typ(Więc na masową skalę Khergici się cieszą), teren, rodzaj walki(Oblężenie/potyczka/najazd). Lekka kawaleria raczej ma mniejszy poz, więc nie widzę powodu aby algorytm jakoś psuł grę...
No, to jak to w końcu jest? Brany jest pod uwagę teren czy nie? Bo te dwie wypowiedzi przeczą sobie nawzajem.
-
Nie ma sensu dawać większego garnizonu do zamków, bo nie jest uznawany za wartościowy, można spokojnie dać 100 wyszkolonych obrońców i nie będzie on jakoś nadzwyczajnie oblegany, tak samo z miastami przy czym one są głównym celem - I tak będą oblegane gdy przeciwnik zaatakuje nasze królestwo a nie ma sensu dawać kilku ogromnych garnizonów, bo wtedy wróg je zignoruje i zajmie się zamkami a miasta mogą zacząć generować straty. Najlepiej im dać taki garnizon, aby można było odeprzeć wroga razem z odsieczą, a nie samodzielnie.
Brany jest pod uwagę teren z mapy(Czyli kampanii) a nie scena("mapa bitwy gracza") jeżeli to jest zwykła bitwa, w oblężeniach nie biorą udziału lasy; W bitwach AI nie ma znaczenia czy na scenie jest łatwiej się bronić niż gdzie indziej.
-
Sam dawałem do zamków po 100, do miast po 200. Ważna jest jeszcze proporcja pomiędzy jednostkami strzelającymi a pieszymi i to w zależności od nacierającego przeciwnika, ale jako że nie jesteśmy w stanie przewidziec w 100%, kto nas zaatakuje, pomijam ten temat. Chyba że ktoś ma ochotę ciągle jeździc po zamkach i reorganizowac skład garnizonów. Ogólny stosunek 50:50 powinien byc uniwersalny. Oczywiście pomijam tu konnicę, bo ona i tak będzie robic za piechotę, a szkoda marnotrawic na to jeźdźców. Oczywiście można twierdzic, jaki to mameluk czy swadiański rycerz jest super w oblężeniu / obronie. Może i tak, ale huskarl i rhodocki sierżant jest w takim razie bardzo super, a mamelucy i rycerze tracą swój atut w postaci konia, więc szkoda ich marnowac.
Nie rozumiem sposobu myślenia "Nie ma sensu dawac ogromnych garnizonów (do miast - tak rozumiem), bo wróg je zignoruje". To chyba dobrze, że wroga armia nawet nie zbliży się do miasta. Lepiej zapobiegac niż leczyc. Jeśli wróg zajmie się zamkami, można mu tam spuścic wpierdziel. I nie rozumiem, dlaczego nieatakowane miasta miałyby generowac straty?! Możesz rozwinąc ten temat? Chodzi o straty finansowe (bo to się kojarzy ze słowem "generowac") czy straty w ludziach? Troszkę mniej chaotycznie poproszę.
A co do terenu, to scena bitwy jest generowana na podstawie miejsca z mapy kampanii. Dlatego zawsze w górach mamy góry, w lasach lasy itd. Jeśli więc dwie komputerowe armie spotkają się w lesie, to algorytm weźmie pod uwagę, że kawaleria ma gorzej, jak rozumiem. I tylko o to chodzi.
Zresztą, wrócmy do tematu właściwego. Kogo zaatakowac najpierw? Przeciwko twierdzeniu, żeby brac pod uwagę, że Khergici są lepsi od innych w walkach AI twierdzę nadal, że frakcje są zrównoważone i nie ma żadnej najlepszej. Po prostu u Ciebie akurat tak wyszło, że skopali każdego. U mnie nie idzie im za dobrze.
-
Najlepiej zaatakować wbrew pozorom Nordów/Rhodoków, bo mimo że łatwo nie będzie, to z wiosek przy mieście/zamku można rekrutować sobie bonusowo obrońców, ale taki atak lepiej zaplanować i odpoiednio wcześniej polepszać relacje z wioskami przystającymi do przyszłego celu oblężenia.
-
Sam dawałem do zamków po 100, do miast po 200. Ważna jest jeszcze proporcja pomiędzy jednostkami strzelającymi a pieszymi i to w zależności od nacierającego przeciwnika, ale jako że nie jesteśmy w stanie przewidziec w 100%, kto nas zaatakuje, pomijam ten temat. Chyba że ktoś ma ochotę ciągle jeździc po zamkach i reorganizowac skład garnizonów. Ogólny stosunek 50:50 powinien byc uniwersalny. Oczywiście pomijam tu konnicę, bo ona i tak będzie robic za piechotę, a szkoda marnotrawic na to jeźdźców. Oczywiście można twierdzic, jaki to mameluk czy swadiański rycerz jest super w oblężeniu / obronie. Może i tak, ale huskarl i rhodocki sierżant jest w takim razie bardzo super, a mamelucy i rycerze tracą swój atut w postaci konia, więc szkoda ich marnowac.
- 50/50 Rhodockich sierżantów i Vaegirskich strzelców(Najwiecej obrażeń na sekundę) jest uniwersalne i więcej niż godne swojej ceny.
Nie rozumiem sposobu myślenia "Nie ma sensu dawac ogromnych garnizonów (do miast - tak rozumiem), bo wróg je zignoruje". To chyba dobrze, że wroga armia nawet nie zbliży się do miasta. Lepiej zapobiegac niż leczyc. Jeśli wróg zajmie się zamkami, można mu tam spuścic wpierdziel. I nie rozumiem, dlaczego nieatakowane miasta miałyby generowac straty?! Możesz rozwinąc ten temat? Chodzi o straty finansowe (bo to się kojarzy ze słowem "generowac") czy straty w ludziach? Troszkę mniej chaotycznie poproszę.
- Duży garnizon czyli o dużym utrzymaniu(Nie mam wiec na mysli 1000 rekrutów, bo w wartości są zbliżeni do 200 profesjonalistów), przeciwnik albo będzie miał siły na miasto, albo będzie się w inny sposób koncentrować na niszczeniu gracza, można dać przesadnie duży garnizon, ale wiosek on nie obroni. Bardziej mi jednak chodzi o to, że dobrze wykorzystana przewaga po rozgromieniu pospolitego ruszenia wroga może być korzystniejsza, niż rozsiane wojska na granicy plądrujące wioski.
A co do terenu, to scena bitwy jest generowana na podstawie miejsca z mapy kampanii. Dlatego zawsze w górach mamy góry, w lasach lasy itd. Jeśli więc dwie komputerowe armie spotkają się w lesie, to algorytm weźmie pod uwagę, że kawaleria ma gorzej, jak rozumiem. I tylko o to chodzi.
Zresztą, wrócmy do tematu właściwego. Kogo zaatakowac najpierw? Przeciwko twierdzeniu, żeby brac pod uwagę, że Khergici są lepsi od innych w walkach AI twierdzę nadal, że frakcje są zrównoważone i nie ma żadnej najlepszej. Po prostu u Ciebie akurat tak wyszło, że skopali każdego. U mnie nie idzie im za dobrze.
U mnie Khergici albo od razu dokopią Sarranidom, albo inne królestwa wykorzystają to, że Sarranidzi nie walczą z Rhodokami o zamki/Shariz i wypowiedzą wojnę Khergitom, którzy mimo przewagi w polu, nie będą mieli przewagi gospodarczej i militarnej.
-
A, widzisz. Trzeba Cię było po prostu pociągnąc za język. Wróg rezygnując z ataku na silnie bronioną twierdzę skusi się atakiem na wioskę. Ty jednak napisałeś "wróg zajmie się zamkami". Pachniało mi to pomyłką z pośpiechu, ale trzeba było najpierw wyjaśnic.
Jakby nie było, z tym się zgadzam, że silny garnizon może skusic wroga do plądrowania. Wtedy też będziemy musieli za nim ganiac i zetrzemy się z nim w polu. W zamku/mieście mamy natomiast atut murów. Ewentualnie możemy przyłapac wroga na plądrowaniu wsi. Nie chodzi o pomoc wieśniaków, bo na wiele się nie zda (zawsze zostawiam ich z tyłu, bo żal patrzec na masową zagładę), ale o fakt, że wróg plądrujący wiochę jest spieszony. Kawaleria przeciwnika traci więc swój główny atut. Nasi kawalerzyści walczą natomiast normalnie na koniach.
Tak w ogóle to u mnie jest tak nie tylko jak bronię wsi, ale jak ja plądruje, a ktoś interweniuje. Jako że to nieco niesprawiedliwe, pachnie mi to błędem, a jeśli tak, to nie u każdego tak jest.
-
Ja 80 ludźmi (głównie sarranidami) podbiłem pierwszy zamek khergitów. Może i w polu nie są tacy słabi ale na murach łatwo się ich ciśnie.
-
Nie zapominaj, że gdzie wrogów kupa i Herkules dupa. Khergitów jest zwykle nieco więcej niż innych :)
-
Khergici w walkach gracza są dobrzy do niczego w porównaniu z resztą armii, wyjątkiem są Lansjerzy, którzy są nienajgorszą kawalerią(Jak każda ciężka jazda) i całkiem dobrym wojskiem do oblężeń, ale nie są specjalistami w fachu więc Khergici przegrywają z każdą inną profesjonalną kawalerią w polu/piechotą w oblężeniach.
Nie zapominaj, że gdzie wrogów kupa i Herkules dupa. Khergitów jest zwykle nieco więcej niż innych :)
Kawaleria jest o 66% droższa, więc lordowie będą jej mieli mniej/nie awansują wojska w takiej samej skali jak inni lordowie.
-
Twórcy musieli odpowiednio zbalansować Khergitów, skoro dali im samą konnicę. Nie mają piechoty, więc do obrony zamków muszą wykorzystywać kawalerię, co wiąże się z utratą ich atutu - konia. Dlatego są najtańszą kawalerią, co przełożyło się na ogólne osłabienie poziomu jednostki. To zaś zostało nadrobione krótszym czasem szkolenia.
Gregoriian ma rację, lecz tylko po części, ponieważ Khergitów jest nie o tyle więcej, o ile mają większy stosunek jednostek "topowych" w armii. Jest to widoczne, gdy atakujemy jedno z ich miast. Przy garnizonie ok. 300 ludzi lansjerów może być nawet 100 (jak nie więcej czasami). Spowodowane jest to tym, że nie mają żadnego odpowiednika piechociarza obronnego, oprócz właśnie lansjera, który jako tako tę rolę spełnia. A walka z taką ilością tych jednostek do przyjemnych z pewnością nie należy nie należy.
Oblężać Khergitów jest łatwo, gdy jest niewielu lanserów, bo reszta ich wojska, to totalne masło. Zero szans na przeżycie po uderzeniu morgenszternem ;]
-
No właśnie, chodziło mi o tempo szkolenia, czasem lansjerów i z wioski można wyhaczyć :)
-
Ja bym ci radził zaatakować na początku: Swadie lub Khergitów :P
-
To kogo zaatakujesz na początku zależy od wielu czynników...
1. Jaki masz styl gry - ( na przykład , jeśli jesteś dobrym archerem nie powinieneś mieć problemów z przejęciem garnizonu zamku który posiada dużo crossbowmanów lub archerów ), ale jak jesteś słaby w walce w zwarciu będziesz miał spory problem pokonać powiedzmy Nordyckie elitarne jednostki
2. Jakie masz wojsko - nawet jak jesteś Argalebem , a robisz atak na zamek powiedzmy nawet 100 osobowy , i masz ledwo kilkunastu nawet najemnych ostrze , to nie masz co liczyć na zwycięstwo
3. Jaką posiadasz sytuacje finansową - jeśli nie będziesz zbyt zamożny to możesz liczyć na kontratak ze strony wroga , w takim wypadku straciłbyś jednostki , zamek i pobliskie tereny , wojsko etc , a jeśli nawet byś stracił wyżej wymienione rzeczy , ale miałbyś jeszcze troche pieniążków w zapasie , to mógłbyś się szybko odkuć i spróbować swoich sił w walce - pamiętaj , gospodarka kluczem do zwycięstwa
4. Jakiej frakcji nie lubisz - to chyba oczywiste xD
5. Położenie geograficzne - jeśli wolisz się trzymać na uboczu to zaatakuj naprzykład Vaegirów , jednak jeśli wolisz mieć większy zasób terenów ( no i przy okazji więcej okazji do walki ) , i wolisz się trzymać bardziej centralnych terenów zaatakuj Swadie.
6. Zamożność wioski i miasta , oraz jego handel - ważną rzeczą jest ekonomia , więc jeśli chcesz się szybko rozwijać polecam Swadie ( szczególnie miasto Uxkhal , Suno ). Jednak jeśli wolisz być w bezpieczniejszym terenie zaatakuj powiedzmy Rhodocków , mają w miarę dobrą gospodarkę i są w dobrym terenie.
7. Bandyci - poza ludźmi z wielką renomą ( lordowie i królowie ) , znajdują się też jednostki o wiele mniejszej reputacji , każda ze stref posiada swoje unikalne jednostki bandytów , jeśli chcesz dużo expa dla swoich oddziałów i przy okazji łupów , jedź do nordów.
8. Sytuacja polityczna wroga - jeśli frakcja którą chcesz zaatakować ma już z kimś wojnę wykorzystaj to - staraj się zawrzeć z tym państwem dobre kontakty i możecie zniszczyć wroga wspólnymi siłami.
9. Sytuacja wewnętrzna wroga - jeśli czasem dokładnie rozmawiałeś z NPC'tami na mapie świata i dowiedziałeś się szczegółowych informacji o ich władzy i sytuacji , możesz spróbować perswazją zaciągnąć ich do swojej armii , i tym samym oni by zdezertowali z obecnej.
10. Sytuacja ekonomiczna wroga - jeśli widzisz że wróg ma dużo jednostek , terenów i lordów - nie atakuj go , no chyba że lubisz ryzykować niezłymi i krwawymi bitwami.
11. Morale - jeśli Twój wróg też często przegrywa , automatycznie spada mu ogólne morale , dzięki czemu walki mogą być prostrze.
12. Oblężenia - jeśli wróg ma dużo zamków , gdzie trzeba używać wież oblężniczych lepiej go nieatakować , przynajmniej w podstawowych fazach gry , gdyż jeśli zorientuje się co chcesz zrobić to może wysłać wsparcie w kierunku zamku.
13. Odpowiednie dopasowanie jednostek twoich do jednostek wroga - jeśli naprzykład Twoja główna siła to kawaleria , a chcesz robić oblężenia , warto zmienić typ proponowanej jednostki na piechotę lub strzelca.
14. Jednostki które posiada Twój wróg w wioskach - Jeśli lubisz iść naprzykład w kawalerię - zaatakuj swadię , jeśli piechotę - Nordów , a jeśli strzelców - Rhodocków.
Ogólnie rzecz biorąc opowiedziałem o podstawowych czynnikach i aspektach które trzeba przemyśleć zanim wpadnie się w furię i zrobi się frontalny atak , ale wszystko w Warbandzie dzieje się losowo , czasem jedna frakcja jest bardzo osłabiona , a gdy drugi raz chcę rozpocząc przygodę owa frakcja jest bardzo dobrze rozwinięta, wszystko zależy od CIEBIE ! :D
-
patrzcie... a ja myślałem że w tej grze chodzi o nabijanie wszystkiego co sie rusza na miecz :D
-
Bo chodzi, ale można sobie wątki dorabiać :P
-
Najlepiej atakować Sarranidów. Bardzo przyjemnie mi się ich... wyrzyna 2-ręczniakiem. Nie powinni stanowić dla Ciebie większego wyzwania i stworzysz jako takie królestwo.
-
Ja zawsze wybieram państwo które ma największą ilość wojen. Ale tak jak kolega najczęściej wybieram na początek Sarranidów.
-
To kogo zaatakujesz na początku zależy od wielu czynników...
(...)
Ogólnie rzecz biorąc opowiedziałem o podstawowych czynnikach i aspektach które trzeba przemyśleć zanim wpadnie się w furię i zrobi się frontalny atak , ale wszystko w Warbandzie dzieje się losowo , czasem jedna frakcja jest bardzo osłabiona , a gdy drugi raz chcę rozpocząc przygodę owa frakcja jest bardzo dobrze rozwinięta, wszystko zależy od CIEBIE ! :D
Mądrego po szkołach przyjemnie posłuchac :)
-
Mądrego po szkołach przyjemnie posłuchac :)
nie wiedziałem że jest jakaś szkoła grania w M&B...
-
Nie "szkoła", a "szkoły". Sądząc po rozwiniętej wypowiedzi cytowanego przeze mnie autora, kompleksowego ujęcia problemu i stylu wypowiedzi widac, że nie skończył edukacji na jednej.
-
Tak jak przedmówcy pisali najlepiej wybrać na cel ataku królestwo, które prowadzi wojnę z innym królestwem, a jeszcze lepiej dwoma. Dlaczego, otóż dlatego, że w przypadku zajęcia zamku/miasta przeciwnik na 90% wysyła armię kilku lordów, najczęściej razem z władcą w celu odbicia zdobyczy. Jeżeli przejeliśmy zamek osłabionego militarnie królestwa jego obrona i utrzymanie będzie znacznie łatwiejsze.
Osobiście staram się na początku atakować Rhodoków.
-
A ja jak zwykle wyskoczę z odmienną taktyką :)
Atakowanie osłabionego królestwa, łatwo przyjemnie, ale sytuacja polityczna sie zmienia i to królestwo może zawrzeć pokój. Królestwo któro nie ma wojen długi czas, może mieć niedługo kilka naraz, co poprowadzi do osłabienia, więc mamy dwóch osłabionych wrogów, a nie jednego.
-
Tak, tylko że wcale tak nie musi byc. Nie ma żadnej gwarancji, że królestwo mające pokój nagle znajdzie się w stanie wojny z kilkoma wrogami na raz. W informacjach nt. frakcji mamy co prawda napisane, ile dni zostało do końca rozejmu. To jednak nic nie znaczy, bo po upływie tego terminu wojna nie zaczyna się automatycznie. Po prostu możną ją wszcząc bez narażania się na obniżenie honoru przez łamanie rozejmu, ale wcale nie jest powiedziane, że frakcje będą chciały walczyc. Tym bardziej, że sami jakąś zaatakujemy, więc ta może nie byc już taka skłonna do zemsty na państwie trzecim, skoro ma aktualnie inny problem. Może więc byc tak, że zostaniemy sami na placu boju.
-
Jeżeli władca zaczyna rosnąć w siłę, to jeżeli inni nie będą mieli nic lepszego do roboty to wypowiedzą mu wojnę aby go osłabić zanim urośnie w zbyt dużą siłę, jeżeli państwo ma lenna z różnych kultur, to wręcz pewne, że będzie walczyć na kilku frontach.
-
Na modzie diplomacy, możliwe jest aby państwo miało wojne z dwoma krajami naraz (sojusz/pakt obronny).
-
To, co mówi thebadman, to prawda. Często pojawiają się komunikaty o wydarzeniach nadgranicznych, że panowie z kraju A źle potraktowali mieszkańców z kraju B i inne podobne. Takie incydenty zdarzają się, gdy właśnie wieś rdzennie należąca do B jest pod kontrolą A. Wojna z tego nie musi wyniknąc (król może olac incydent tracąc jednak na reputacji), ale może (gdyż król właśnie uniesie się honorem).
-
To tylko zdarzenie losowe, dające Casus Belli na które jeden władca musi odpowiedzieć w ciągu miesiąca albo straci prawo panowania i relacje z lordami.
Ja miałem na myśli siłę militarną na mapie, jeżeli jakieś państwo wybija się ponad resztę to jeszcze nie tak słabi władcy "Będą zaalarmowani rosnącą siłą XXX" i zaatakują je jeżeli nie mają nic lepszego do zrobienia.
-
Dobrze jest zaatakować Wercheg i jego tereny, jest to chyba najbardziej odosobniony teren na całej mapie.
-
Ja widziałem jak swadia podbiła Narre, zamek uhhun, zamek undiga, zamek logira, zamek unduzaq, Thir, sargoth, zamek Jelbegi, zamek Knuddar i Velcue o.O no to nie powiedział bym że słaba
-
polecam zaatakowanie swadian bo zazwyczaj są atakowani przez 3 państwa na początku plus ty. tylko za nic nie atakuj ich 1 na 1 bo nie masz szans jeżeli zaczynasz dopiero