Forum Tawerny Four Ways
Rozmowy Różne => Gadanie przy Ławie (Offtopic) => Wątek zaczęty przez: Robinek w Lipca 26, 2012, 12:22:43
-
Wać Panowie żaden nie zajrzy do tegoż oto pięknego przybytku???
No dobra pierwsza kolejka gratis!!!
Na koszt tego przybytku że tak się wyrażę, ktoś chętny? :)
(http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/e/ec/Mi%C3%B3d_Kurpiowski_Dw%C3%B3jniak.jpg/220px-Mi%C3%B3d_Kurpiowski_Dw%C3%B3jniak.jpg)
-
Wchodze do karczmy a tam pustki za towarzystwo służy mi wino a po chwili także podłoga.
-
Kaktus powinieneś się odprężyć przy fajce bądź przy jakimś trunku.
a poproszę i chętnie się podzielę.
-
(udaje nowego) Ja :D
-
Jak ktoś tu jest świeżak, to na pewno ja :P
Aktywny świeżak :/
Ale kwalifikuję się :)
-
To weteranom od % głowa wymięka ? ma się rozumieć ? :P
-
*Wchodzi do karczmy i macha do oberżysty* Jam karczmarzu wyczerpany, drogi za mną szerzyły się niczym miałbym pięściami powalić 3 tuziny rhodockich popaprańców, i zmęczony tu dotarłem. Podaj trochę tego wina, z łaski swojej, a potem poczęstuj stałego bywalca (mnie) tym zacnym miodem.
-
Zaraz będzie nie miło za tych rhodockich popaprańców :P
-
"Wchodzę do karczmy,omiatam wzrokiem salę i uśmiecham się pod nosem"
-Karczmarzu!Dwa piwa jeno rychło.
"Usiadam przy pustym stoliku,odpalam fajkę i czekam kto jeszcze ciekawy sie tu zjawi,na razie pustki a i służki żadnej nie widzę..."
-
"Wchodząc do karczmy rozglądam się po obecnych, a następnie przysiadam się do jednego z wolnych stolików, po chwili zaś rzeczę swym tubalnym głosem, ochrypłym od wydawania rozkazów w wirze bitwy."
- Miodu pitnego! Najlepiej jakiś specjał, jeśli łaska.
-
Wchodzę do karczmy, patrzę w lewo, same patałachy na jeden, silny cios. Po prawej to samo. Więc idę przed siebie do karczmarza i mówię:
- Dajże miodu dla spragnionego woja. I niech wszyscy znają mą litość dla tych przybłęd i masz tu dwieście dukatów i postaw każdemu po dzban wina, niechaj poczują ten smak chociaż raz w życiu.
-
Spoglądam na ostatniego przybysza,drze się jakby dopiero co skończył ubijanie grabieżców.I to jego....
-Szanowny jegomościu...ja nie pijam win,to dobre dla Sarranidów,wolę dobre,mocne,jęczmienne,piwo.I na zapomniane miasto Zendar,przestań tak krzyczeć,sam nie jesteś.
Omiatam wzrokiem resztę i próbuję szukać u nich poparcia,ten tu wygląda na dość butnego i nerwowego gościa,a mój miecz już od tygodnia u kowala...ech.
-
*Po wypiciu zacnego miodu, usłyszawszy słowa tego kmiecia, przystąpiłem do próby bezkrwawego rozwiązania problemu odnośnie wina* - Szanowny kmieciu, nie wiesz kim ja jestem, i nie będziesz miał okazji się dowiedzieć, chyba że odszczekasz te słowa tu i teraz. Te słowa odnośnie wina. Jeśli nie... dobrze. Zmów pacierz i pożegnaj się z życiem.
-
Co się u licha dzieje?O jakiej modlitwie on mówi? Czyżbym trafił na jedno z tych tajnych zgromadzeń na których na siłę tłumaczą wszystko czymś nad człowiekiem? Chyba że to byli najemnicy ze stepów Khanatu? Oni ponoć czcili swoje konie,kto wie?Może i nie tylko je?
-Uspokój się człecze,wyraziłem jeno swoje zniesmaczenie takim zachowaniem. Przyznasz chyba że nie kulturalnie jest tak sie zachowywać w przybytku który nie jest nasz.Usiądź i pij swój trunek jako i ja czynię.Mam kości do gry w kieszeni.Może mała partyjka?
Mam nadzieje ze krzykacz-jak ja go nazwałem - numer dwa zachowa nieco rozsądku nim z iście nordowym stylu zacznie pluć pianą z ust i nacierać w szale. A mogłem tak miło spędzić ten wieczór...
I cholera,czy trafiłem do miejsca gdzie dosłownie każdy to podający się za wielkiego wojownika? Jeśli tak to mam zasrane szczęście,lub pecha. Albo po trochu jedno i drugie? A jeśli tak? No cóż te lata walk dla Swadii jako giermek na coś się zdadzą.Mam taką nadzieję...jeszcze jedno piwo a w spokoju nie dadzą wypić.
-
Wchodze do karczmy,jako że kupiłem niedawno nowy dresik marki Addidas ludzie spoglądają na z zazdrością.Podchodze do karczmarza.
-Szybko,lej te piwo Nordowi chce się pić,a jak nie to zaraz tam podejde,a tego byś nie chciał!
Spoglądam na reszte towarzystwa szukając dobrych telefonów.Słysze też że jakiś kozak wydziera się.Podchodze do niego.
-Problemik zlotko?
-
*Usłyszawszy słowa norda, nie wytrzymał i złapał go za jego obtargane, brudne łachy* - Słuchaj no ty kmieciu zasrany, jeśli zwątpiłeś w moje zdolności bojowe, to może sprawdzimy je wobec mojego tasaka. Tak, nie mylisz się, i zamknij w tej chwili ten obsrany ryj! Miał go niejaki "Książe" Raichs, które zwiał z Calradii po tym, jak rozgromiłem jego oddział liczący 3 kroć mojego. Zostawił ten pies za sobą wielki tasak, który do dziś należy i służy mnie. Mimo swojego wcześniejszego posiadacza, nie hańbi mego imienia. Przynajmniej nikt nie śmie o tym mówić w mym towarzystwie. *Wytargnąwszy Cocher'owi z kim ma do czynienia, kontynuował* - Ale widzę, żeś jako jedyny masz łeb na karku by nie pić z tymi posrańcami, więc jeśli ładnie mnie za to przeprosisz - naturalnie kubłem piwa, na które po tej historyjce naszła mnie chęć - to odejdę i oszczędzę twą skórę. Kto wie, może nawet zdobędziesz mej przychylności i nie będziesz narażony na wybijanie tych psich synów samemu - jeśli do tego dojdzie. *Łyknąwszy ostatki swego miodu, dokończył* - Na decyzję masz pół minuty.
-
Słysząc słowa tego kozaka wyciagam telefon i dzwonie po ziomków z dzielni.
-Teraz to Ty bedziesz miał obsrany ryj kozojebie!<bez urazy,budujemy klimat>
Wyciagam swój nóż motylkowy+6 zrobiony z prawdziwej nordyckiej stali zajmuje pozycje przy ścianie.W tej chwili widze jak drzwi karczmy wylatują i wchodzi moja ekipa z Łysym na czele.
-Łysy,ten pan ma problem-mówie,wskazując na krzykacza.
-
*Śmiejąc się pod nosem, splunął na gębę tegoż to Norda i woła* - Patrzcie no, znalazł się wojownik od siedmiu boleści. Co by się stało, gdyby nie te łachudry które sobie wezwałeś. *Zliczywszy je, vaegirski wojownik zaczął wątpić, czy przypadkiem nie zwołać swojego oddziału. Dał by frajerowi fory - on miałby tych swoich 6 "ziomków", a ja moich 2. Byłoby 7 na 3, ups! Sorki, 6 na 3, tamta menda pewnie spierdzieliłaby w popłochu. No ale, słowo się rzekło.
Wojownik vaegirski wyciągnął tasak bojowy, i zaczął* - cwany jesteś. Sięgasz po ziomali, wbijasz pod ścianę i kozaczysz. Zresztą. Masz ostatnią szansę, zanim tutaj, stracisz głowę, na oczach każdego. I żaden łysy ani rychu ci już nie pomoże. *Zastanowił się w ciszy przez kilka sekund i kontynuował" - Zresztą wiesz co, pi****le ciebie i wszystko - *Po czym natarł na sługusów Cocher'a*
-
Zrzucam swój dres ukazując wszystkim szate nekromanty.
-Ha,tasak!?W rzyć go sobie wsadź głupcze!
Przywoluje szkielety,zombie i Hanne Mostowiak.
-Widze strach na Twojej twarzy i ładunek w spodniach osrańcu!
By przyzwać jeszcze wiecej szkieletów poswięcam swoich ziomków i karczmarza.
-Piwo i tak było do rzyci!
Widze jak krzykacz zostaje powalony przez moje sługi,które następnie przyprowadzają go przed moje oblicze.
-Co teraz powiesz dziecińko?
-
*No nic, honorowo się nie obejdzie* - Oddział! Cenny ładunek został przechwycony! - *W tej właśnie chwili przez ścianę wyłom wyrąbał taran, a po tym weszło ponad 20 strzelców, którzy natychmiast wymierzyli w głowy najbliższych mi wrogów. Jeden tylko przeżył, Hanna Mostkowiak. Jednak długo to nie trwało. Vaegirski wojownik natychmiast podniósł tasak i poćwiartował go w oka mgnieniu. W tej chwili padł rozkaz* - Osłaniać Cenny ładunek do odwołania! - *Po czym weszła reszta oddziału, w tym 8 zaprawionych w boju Vaegirskich rycerzy z wielkimi, długimi berdyszami. Rozprawili się z resztą wrogów, a niedobitki wybijali. Wtem padł rozkaz* - Odwołać! Ja zajmę się tą łachudrą - *Rzekł uzbrojony w Tasak bojowy, Mistrzowskiego wykonania łuk wojenny, niedorównujący nawet Herkulesowi, czy temu jakiemuś gostkowi, co po wojnie trojańskiej 10 lat się włóczył po dziwkach. Mniejsza o jego imię, uzbrojony w Hełm zamknięty dostojnego wyglądu, zbroje płytową, najlepszą w Calradii, i buty stalowe. Zaczął nacierać.
Przebił się bez problemu przez gwardię głupca. Lecz oporu - aż takiego - się nie spodziewał. Oberwał cios w tors, jednak szybko się ocknął, i odparł następny atak chamberem, a następnie wybił mu miecz w ręki. O walce nim nie było mowy - wygięty o 37 stopni, nie było dyskusji. Znając coś takiego jak honor, rzekł do nordyckiego głupca - Widać, że nie wiesz co to honor. Mimo że ja w przeciwieństwie do cb wiem co to jest, i tak powinienem cię pociachać, tu i teraz. - *Zastanowiwszy się jednak, szybko pognał do czyjegoś stołu, łyknął trochę piwa, a na małą popitkę 2 łyki świeżego wina, po czym wrócił do Norda - ...ale dzisiaj, mam dobry humor. Jeśli chcesz, możesz odejść. *Sięgnął po coś do sakiewki, i wyciągnął sztylet.* - Masz tymczasową broń. Nie, nie licz na zemstę. Potrzeba 3 hitów, aby ranić gościa bez zbroi, nieważne ile masz skilla w siłce. - *po czym znowu tam sięgnął...* - Trzymaj te 30 denarów. Dzielny nie jesteś, ale wiesz co to znaczy trzymać miecz w ręku. Kup se jakieś świństwo tam, gdzie podają dobre piwa.
*Wojownik, zmachany, zawołał karczmarza i rzekł* - Przepraszam za bałagan. Podaj mi jednak kufle piwa. Po tym wszystkim, zaschło mi w gardle.
-
Z zewnątrz wszystkiemu przypatrywałem się ja. Skromny najemnik z mieczem u pasa i łukiem na plecach. Po wyśmianiu pod nosem absurdalnej sytuacji usiadłem sobie wygodnie przy stoliku, ćmiąc fajkę z tytoniem i przypatrując się jakże absurdalnej sytuacji.
-
<Em szkieletu z łuku nie ubijesz....Ani kuszy.>
Jestem nekromantą,nie będzie mi jakis tępy osiłek zawadzał....Nigdy nie chciałem używac tego czaru,nigdy.Zmusil mnie...Przyzywam demona,tego który pożera dusze,tego który mrok narodził...Szepczę zaklęcie,ściany drżą czuć ciepło...Widze że jesteś blady...nie wiesz co sie dzieje.
-Głupcze!Jam jest Arahnos,przywódca nekromantów,ma potęga jest niezrównana,a Ty teraz zgniniesz wraz ze swoim żołdactwem!
Czuć stęchlizne,demon nadchodzi...
-
*Wtf? O matko przenajświętsza, za dużo tego picia. Mam przywidzenia, i to jak absurdalne! Od kiedy to w M&B jest magia?* - Karczmarzu, za dużo już, gorzałkę tylko podaj, i mykam się zdrzemnąć na piętro wyżej.
-
Hmm,a gdzie masz napisane że musi być M&b?
-
Dres nekromanta toś wymyślił :p
-
Dres nekromanta toś wymyślił :p
Ale jest klimat!
-
Ej nie, to o Warbandzie. Nie bawimy się w coś takiego jak magia.
-
Wybaczcie zacni wojowie,historyje pomyliłem....
-
"Ponury jegomość w stroju czarnym, noszący wielkiego Zweihandera zamocowanego w specjalnej pochwie na plecach, otworzył drzwi karczenne brutalnym kopniakiem, nieomal wyrywając je z zawiasów. Oczy bywalców wnet skierowały się na tajemniczego przybysza. Był niemłody, o czym świadczyły jego szare włosy, długie do ramion. Choć jego twarzy i oczu nie było widać z powodu czarnego, płaskiego kapelusza, ludzie czuli na sobie spojrzenie, którym powoli lustrował otoczenie. Nieznajomy wolno skierował się w stronę lady. Jego podbite metalem buty wybijały wolny rytm w ciszy, podczas gdy wśród gości narastała atmosfera grozy i strachu. Śmiertelnie przerażony karczmarz oparł się plecami o ścianę z wrażenia. Jeszcze bardziej pobladł na twarzy, gdy okazało się, że przybysz zmierza w jego kierunku.
- Gdzie jest Hrothgar? - spytał nagle rozglądając się ponownie po sali. Jego głos był przeraźliwie ochrypły, jakby od dawna go nie używał, a zarazem mocny i pełen buty. Odpowiedziała mu cisza. - Zadałem pytanie karczmarzu! - warknął po chwili.
- Hro-hro-hrothgara tutaj nie ma - wyjąkał karczmarz.
- Nie pytałem, gdzie go nie ma, tylko gdzie JEST! - ponownie tamten się odezwał. Nagle karczmarz zebrał się na odwagę i wyszarpnął zza pasa krótki topór, którym rzucił w kierunku przybysza. Niestety spudłował, a w następnej sekundzie leżał na podłodze z odciętą głową.
- Kto powie mi gdzie jest Hrothgar może liczyć na nagrodę w wysokości 1000 denarów. - rzekł po chwili do pozostałych gości ów dziwny staruch. - Kto przyniesie mi jego tarczę, ten może liczyć na nagrodę w wysokości 20 tys. denarów.
Nagle jeden z pijaczków zachwiał się i spróbował wstać od stołu. Po kilku przekleństwach (i kilku upadkach) stał już wyprostowany, opierając się o belkę.
- Aaa... maaszz thyye penjędzy pszyy szobie? - wybełkotał.
Nieznajomy nie odpowiedział, tylko rzucił mu sakwę pełną złotych monet.
Pijak zachwiał się, dopił swój kufel do końca i ponownie wybełkotał:
- Hroothgaar lubi cmenaszze. Jedźź do Praven na cmenaszz...
- Dlaczego cmentarze? - zapytał tamten.
- Ludziska mówioom, że to nekrofant jeeben... - zarżał jeszcze pijaczek, po czym zwalił się z nóg. Zasnął.
Nieznajomy powoli skierował się w kierunku wywalonych drzwi. Rzucił jeszcze jedną sakwą w farmera pod ścianą i powiedział:
- Teraz ty będziesz karczmarzem. Lepiej nie rób nic głupiego, kiedy wrócę. - Farmer tylko pokiwał głową, tuląc sakwę do piersi. - A i napraw drzwi. - po czym wyszedł, pozostawiając pozstałych gości w stanie totalnego odrętwienia."
Tak się pisze powieść :P
-
Dobra ale słowo się rzekło
Wytoczywszy się z pod stołu wyciągnołem za pasa moją kusze maszynową i zaczołem napie*****ć w demona oraz nekromante który wywalił się potykając się o skraj szaty zapewne tylko to uratowało mu życie.
Karczmarz podaj mi tu zaraz miód tylko ten od kubusia puchatka. :D
Po chwil znowu zapadłem w pijacki sen.
Tyr ubiegłeś mnie ale trzymaj się poprzednich postów.(Jest to przed przyjściem Tyra.)
-
Powieść powieścią, my tu piwsko zamawiamy, a nie powieści piszemy :)
Ale wracając: *Następnego dnia, wojownik, wstał z kacem jakiego nie pamiętał. Nie ocknął się dobrze, a oberwał pięścią w twarz od jakiegoś facia. Następnie, upadł, a jego głowa skierowała się w stronę łóżka. A jednak. Przespał się z jakąś dziwką. Jak widać nie wydał dużo pieniędzy, bo ciężar był niemal taki sam jak poszedł spać. Po za tym, była brzydka. Lecz o co mu chodziło?* - Stary, wiesz kim ja jestem?
- Nie, i w dupie to mam. Czas się skończył godzinę temu chlorku, więc zejdź mi z drogi, bo jam jest wielkim wojem. *Kolejny się znalazł. Nie widział chyba mnie. Ale kit z nim, trza zobaczyć co tam na dole się dzieje.*
- Matko, co tu się stało? - Zapytał zdziwiony woj
Widzisz - odrzekł mu Aldred, ten giermek swadiański - wczoraj wpadł tu jakiś "Mysterious Stranger" co szukał gościa o imieniu Hrothgar. Oferował dość sporo kasy, jednak nie mam czasu szukać tego jego popaprańca. Wszyscy żeśmy natychmiast otrzeźwieli po tym, jak wkroczył tu. -*Eh, szkoda że poszedłem gnić, może bym coś z nim ubił.* - Słyszałem - rzekł Aldred - że zmierza do Praven, i ma tu zamiar wrócić. Nie wiem czy to nie jakiś Chuck Norris czy inny patałach, ale ja i tak mam go w dupie. Niedługo kampania przeciwko Rhodokom się zbiera. Jeszcze pokażemy im kto rządzi w Calradii! - Po czym zasnął na krześle. Widocznie nie zmrużyli oka po tym wszystkim.
*No, to ciekawe rzeczy się wyprawiają. Nie mówcie mi nic, wyruszam go szukać. Kimkolwiek on jest, dowiem się o co chodzi, a jeśli będzie trzeba, nabije go na pal. Ale to na 100% jakiś patałach co okradł lorda miejskiego.* -...- *List polecający? Co do k***y? Tyr? Kto to k***a jest? Mniejsza o to. Praven, nadchodzę!*
Chyba zbytnio odbiegamy od tematu, ale możemy kontynuować, czyż nie?
-
Obudziłem się na dachu karczmy nie pamiętając nic z poprzedniego wieczora gdy zobaczyłem że jakiś facio w slipach wychodzi biegnąc ze scyzorykiem krzycząc PRAVEN NADCHODZE i pobiegł do stajni po drodze wteptując w sterte łajna pobiegłem za nim czując że w Praven zbliża się imprezka.
Zaproponnowałem mu towarzystwo gdy usłyszałem że idzie na cmentarz Praven. Zgodził się a ja podrodze cieszyłem się, w Preven są takie słodkie trupy.
Nie wyjawiłem mu że jestem nekrofilem. Bałem się że zacznie pytać a ja mam też skloności do małych dzieci...
-
Podróżowałem od wielu dni, w końcu dotarłem do karczmy w której miałem odpocząć. Przed karczmą leżała sterta ciał a na dachu stał jakiś wariat, nieopodal do stajni wchodził zbrojny woj. Drzwi do karczmy były rozwalone a przy nich pracował jakiś farmer, spytałem go co się stało a ten opowiedział mi o utarczce dresa z Vaegirem i o tajemniczym wojowniku który wczoraj nawiedził karczmę. Poprosiłem o szklankę rumu i wynająłem pokój, w którym miałem spędzić noc.
-
*Więc o to i jestem, po 4 dniach wędrówki, dotarłem do Praven. Dla pewności zostawię oddział w karczmie, a sam powypytuje wszystkich." - I tak jak widzisz wójcie, dotarłem w poszukiwaniu takiego patałacha. Słyszałeś może o nim? Szuka jakiegoś Hrothgar'a. Nie wiem kto to jest, tym bardziej nic nie wiem. - Słuchaj - rzekł wójt - wiem kto to jest. Zwie się Tyr... - Tak wiem. Kontynuuj - Pozwól panie, że dalej opowiem. Więc, słyszałem, że jest to zwykłe, dzikie bydle. Zgrywa nie wiadomo kogo, a w rzeczywistości to ciota i debil. Pobił go podobno jakiś chłop co zobaczył jak mu prosiaka chce ten Tyr ukraść.
*Opowiedział mi wszystko o nim, pewno liczy że mu pomogę i spiorę tego drania. Tak, zgwałcił dodatkowo parę sióstr miecza z garnizonu, a następnie zostawił je na pastwę jego ludzi. Szczęście, że walczyły jak należy, w innym razie...* - Tak podążał wojownik i już całkiem sprytnie zastawił na niego zasadzkę. Przeszukali całe miasto, od wszystkich ruder do samego zamku lorda. Szykowało się coś wielkiego, a to jest prawdziwe życie. Pełne przygód. Przypomniało mu się jak przywidział mu się jakiś demon. ŁOOOOŁ. Chyba ciągle odczuwa skutki tej balangi. Szkoda tylko, że... ah! - ocknął się woj - wczoraj impra była, :P
*Zasadzka nastawiona. Czekam tu już 2 godziny. O! Co to? Czyżby znalazł sobie jakiegoś lizodupa? Chyba tak, nie chyba a na pewno. Wygląda jak jakiś pedofil, czy jak ich zwą - nekrofil.* - Dobra, dajemy, śledzimy go po cichu. Wy - wskazując kilku żołnierzy - obstawiajcie tyły, na wszelki wypadek. Po takich gościach można się wszystkiego spodziewać. -*Idą w stronę cmentarza? Nom, jakby ten jego... towarzysz go zgwałcił, ułatwiłby nam zadanie. Ehhh...* - I tu woj zapadł w marzenia, jakby rozkoszował się widokiem cierpienia nekrofila po tym, jak został skazany za gejostwo. Tak się zamarzył, że nie usłyszał dokładnie ich rozmowy, jedynie urywek, coś i Hretrogu, czy innym palancie...
-
Rapodegustator kazał mi zakopać się w trumnie na cmentarzu i podsłuchiwać o czym rozwawiają, niestey gdy zobaczyłem jaki sexi trup leży w trumnie odebrało mi rosądek (cokolwiek to jest) i gdy kończyłem usłyszałem że jakiś idiota wykrzykuje słowa ze strego języka i nagle trup ożył okazało się że chce mi odgryść członka. Wyskoczyłem więc z trumny z okrzykiem WHAT UP? :p
-
W tym czasie przebywałem w Praven w gościnie u króla. Przechadzając się po mieście zobaczyłem jak wariat co stał na dachu karczmy wchodzi do trumny a zbrojny woj zakopuje go. Następnie woj schował się w pobliskich krzakach z dwoma kompanami (Bóg wie co tam robili ). Po dwóch kwadransach nadchodzi Tyr z swoim lizodupem, stają przy jednym pomniku i naradzają się. Nagle z trumny wyskakuje wariat z karczmy nagi a za nim trup pragnący odgryść mu członka......
-
Gdy wyskoczyłem zobczyłem 2 ludzi jednym z nich była ta ciota Tyr a drugi prawdopodobnie Hrotharg po plakietce na której pisało
"Hrotharg. W czym moge pomóc.
Uczę się."
I nagle ten drugi zaczoł krzyczeć "Katrina jak mogłas mnie zdradzić nawet teraz przy wszytkich próbujesz mu loda robić. Idziemy do domu." I odszedł ciągnąc za włosy trupa który płacząc przepraszał. A ja schowałem się do trumny po ubranie i broń podczs gdy Tyr zagwizdał i przybyło 6 uzbrojonych świń MUHAHAHAHAHA myślałeś że porywam świne dla jedzenia HAHAH zrobie z nich swoją armie (kolejny demoniczny śmiech przerwał mu atak kaszlu.)
Brać go-zakrzyknoł. W odpowiedz świne popatrzyły się na niego tępo a 1 zaczeła uciekać w strone rzeźnika.
-
*Ah! Wiedziałem że będzie się musiało coś zdarzyć. Ukrylibyśmy się tu, a w afekcie "niechcący" pociachali tego patałacha i jego pedofila. Ale już idą tu jakieś zombiaki, w moją stronę...* - S********j! K***a, nie ma co, oddział, wybijamy zaraze! - Wtem wyskoczyło z ukrytej zasadzki w sumie 30 ludzi, głównie strażników i 2 rycerzy + ich dowódca. Rozległa się krwawa walka na cmentarzu, a zaalarmowany garnizon poszedł sprawdzić co się stało. *Wtem oto i jesteś, Tyrze. Pożegnaj się bydlaku* - I zaczął gnać w jego stronę, kiedy to kilku truposzy zostało zauważonych przez jego ludzi, jak ganiają jakiegoś idiotę i chcą mu zapewne coś odgryźć i się tym pobawić, albo gorzej... fu! *Co to za psychopata? Nie, kaktus? K***a, jeśli wyjdziesz z tego żywy, osobiście przetnę ci łeb! Idiota!* - Gdy nagle wyskoczyło 200 ludzi uzbrojonych po zęby ze wszystkich możliwych stron. Pewnie garnizon - pomyślał wojownik - mam tylko nadzieje, że nie będzie to gruba afera.
Garnizon powybijał wszystkich ożywieńców do cna, gdy Vaegir zauważył patałacha uciekającego z czyjąś głową. Bestia dosięgnęła swojego celu, jak to się mówiło "To ataku konsekwencje. Trzeba z gówna się wyślizgać, to na przyszłość daje lekcje. Zawiasy to jak lejce, jeden błąd - na morde lece." *Mogłem go osobiście dopaść jak wchodził do bram, a potem uciec stąd na jakiś czas, po czym wrócić 3 miesiące jak i dalej po całym zdarzeniu. Teraz jednak, garnizon zaciągnął nas w jedno miejsce, wszystkich, co byli niedaleko cmentarza i cokolwiek widzieli lub słyszeli. Powinienem go gonić, ale jak dam dyla, wytną każdego w pień, nawet te niewinne kobiety, czy dziecko, co żebrało jedynie o parę denarów na chleb, jako że jego matka potrzebowała mieć dokonanej operacji. Moment, czy ja się zmartwiłem ich losem, że aż tak pogdybałem? No nic, przybyli...* - Oświadczam wam, że nie będziemy się z wami pierniczyć. Wyjaśnijmy co mamy wyjaśnić i zejdźcie nam z drogi. Gonimy jakiegoś transwestytę i "Mysterious Stranger'a" więc pali nam się trochę.
-
Ożywieńcy zlecieli się jak piłka do polskiej bramki. W tej sytuacj mogłem zrobić tylko jedno... zabrałem sprzęt i odjechałem na świni omijając strażników w stronę słońca po 2 dniach skapnołem się że wschodzi i zachodzi po przeciwnych stronach więc wruciłem do Praven. Na placu akurat była egzekucja mieli powieśić dowódce wraz z odziałem za zniszczenie cmentarza. Pomachałem Rapodegustatorowi na co odpowiedział Zabije cie poje***cu.
Nagle zobaczyłem że mają zabić ładną siostre miecza i szkoda mi jej się zrobiło krzyknołem więc do lorda który przewodził egzkucją. "Panie zwolni chociarz jednego więźnia w zamian dam ci tego rumaka" powiedzałem wzkazując na świnie.Zobaczyłem błysk nadzieji w oczach Rapodegustatora niewiem po co miałem go ratować? Lord powidzał po oględzinach "O ranyy to Nimbus 2000!!! Zwolnie ci za to wszystkich.
Zgodziłem się. W gratisie lord dał mi krokodyla rasy Reksio. Nazwałem go Stalin.
-
Dobra kaktus, tym razem ci się upiekło. Zresztą, wpierdzieliłeś nas w to sam. Nie oczekuj że będę cię za to całował po dupie czy coś, ale mimo wszystko dzięki. Te patałachy swadiańskie nie wiedzą chyba kogo szukamy. *Nie dali nam dojść do słowa, a już kazał nas lord pojmać. Kaktus kaktus, ty k***o. Postawie ci za to dzban wina z najniższej półki.*
-
Hahaha Koń by się uśmiał z tego waszego wspólnego chędożenia, Chyba za dużo bukłaków przelaliście przez gardła żeby mieć odwagę takie dyrdymały wykrzykiwać przy tak już jak widzę icznej gawiedzi mych pobratymców....
zaraz
zaraz !!!
jest tu jeszcze jakiś Rhodok ? czy me ślepia kłamią (z każdym kolejnym kuflem wydawało się że jakiś wchodził)
widzę po dwój nie ...
Nie ! po trój nie
Sporo was tutaj ale to nic załatwię połowę za nim reszta wpadnie hurmą
ps: Ale macie chore głowy (co się uśmiałem :P)
-
Po tym wszystkim zaczynałem wątpić w to ze piwo jest dobre.na pewno barman coś do niego dolał.Głowa jednak nie bolała bardzo.Sir Theobald miał racje mówiąc że jak wyruszę na rok w świat wiele zobaczę i wiele sie nauczę.Ale to co sie stało w tej karczmie...masowy pijacki amok,jak nic.
Wyszedłem z karczmy upewniając się przy tym czy aby sakwa była na swoim miejscu,cholera,sakwa była ale pusta!Ktoś mnie okradł!Trudno,kimkolwiek on jest niech zna moją łaskę,kodeks w końcu.Po wizycie u kowala odebrałem miecz,pęknięcie po ostatniej bitwie znikło,ale gdy spoglądam na ten sponiewierany przez czas miecz zaczynam wątpić iz należał od pokoleń do0 rodu Von Ludeheimów.
Następnie wsiadłem na rumaka-swoją drogą także był "utyrany"-ruszyłem przed siebie,na prawo był znak z napisem "Praven"Wzdłuż drogi widać było sporo śladów,czyżby pielgrzymka?
Nie zastanawiając się i wciąż poprawiając rdzewiejącą kolczugę ruszyłem do Praven.Odbiorę zlecenie lub przyłączę się do kompani wojennej.Któż to wie,ale od dziś pije wódkę...
-
Tymczasem, Vaegirski woj, "Rapo" jak zwykli go nazywać po tym, jak rozeszła się wieść o tym, co się stało podczas balangi w tej dziwnej karczmie, wyruszył ze swoimi 150 ludźmi, głównie strażnikami i rycerzami, na wojnę. Wojnę, w sensie nie kampanie, jeszcze 5 dni miał trwać rozejm, a w poszukiwaniu tego popaprańca.
Gdy wtem, w drodze do karczmy, gdzie miał się udać, spotkał jakiegoś giermka w kolczudze z powybijanymi kółkami. Miał przy sobie również mały, ale zacnego wyglądu miecz jednoręczny.
- Powitać cie giermku! Dokąd to tak pędzisz, że nawet koń zgubił podkowę?
- Cholera - odrzekł mu - ktoś mnie okradł podczas balangi w karczmie. Jestem bez grosza przy duszy. Nawet za tą kolczugę dostane nie więcej jak 30 denarów, bo mój skill w handlarstwie wynosi jedynie 2. Powiedz, nie wspomożesz biednego giermka czymkolwiek na drogę? Zmierzam ku Praven, słyszałem że kampania przeciwko Rhodokom się zbiera. Spieszno mi tam bardzo.
- Lorda tam na pewno spotkasz, ale - kontynuował - szczęścia tam nie znajdziesz. Niejaki kaktus, nająłem go by słuchał co opowiada jakaś łachudra, co jest zwykłym zwierzęciem. Ale ten idiota, nagi wyskoczył z grobu z kilkoma trupami. Domyślam się o co chodziło... ale przez to, złapał nas garnizon, i - niechętnie dodał - gdyby nie dał okupu za nas, jakiejś świni, to byśmy już wisieli na szubienicy za zniszczenie cmentarza.
- Co to ma jednak wspólnego z kampanią?
- Owy lord jest zajęty oglądaniem swojego prezentu, więc nie pomówisz z nim, to jest pewne. Tym bardziej, że wyglądasz jak bękart, którego ojciec mógł skraść te kolczugę.
Tak przebiegała ich rozmowa, aż w końcu Rapo zaproponował mu dołączenie do oddziału. Jako iż Aldred nie miał grosza przy duszy, zgodził się przez jakiś czas mu towarzyszyć. Jeśli lord miał go mieć w dupie, to bardzo dziękuje.
Wyruszyli spowrotem do brudnej karczmy, przy której już trochę było uprzątnięte. Ostatnio było przynajmniej 80 ciał, teraz było najwyżej kilkanaście.
-
-Rapo,po pierwsze nie bękart.Po drugie chciałbym udać się na jakąś szczytną kampanie.Co my będziemy robić w tej karczmie.Piwa od dziś nie piję.Koszmary na jawie mam po tym...
Ruszyłem więc za dziwnym gościem,kto wie?Może tak los zechciał by dopomóc mu ?Ale w czym?I na Zendar?Skill?dziwne nowe słowa wprowadzali mędrcy,bardzo dziwne..
-
-Aldredzie, za 5 dni kończy się rozejm z Rhodokami. Ja się na nich na pewno wyprawie. Po za tym, sakwa twa świeci pustkami, czemu by trochę nie zarobić przed pójściem na kampanie?
*Ciekawe czy słyszał o tym typku co do karczmy wparował i hojnego oberżyste pociachał. Przecież, zabijając go, sam nieźle się wzbogacę. Przed Aldredem stoi świetlana przyszłość. Jest w nim coś takiego, co mówi mi, że będzie kiedyś o nim głośno.* - Wiem że różne rzeczy sobie możesz o mnie pomyśleć, jak zresztą każdy. Wtajemniczę cie po części gdzie się udajemy. Jedziemy wymierzyć sprawiedliwość - dumnie wypowiadając, rzekł dalej - jakiś dziwny patałach, podobno w Praven, zgwałcił kilka sióstr miecza z garnizonu. Powiedział mi o tym sam wójt miasta, a że wiemy gdzie się on udał, jedziemy tam i nie żałujemy koni!
-
Niewiedzieli że świna obracana na rożnie jest szpiegiem...
-
*Tak o to po zjedzeniu tego posiłku wyruszamy natychmiast do karczmy! To tylko 3 godziny drogi, potem odpoczniemy.*
-
Jan wchodząc do karczmy potyka się o kafel, dostając solidnie w łeb.
Przez ten nieszczęśliwy wypadek zapada w śpiączkę.
-
Wysoki nord widząc co się wyrabia w karczmie, i w jakim stanie są poniektórzy wychodzi z sali, trzaskając za sobą drzwiami.
-
Wtem nagle, Vaegirski woj "Rapo" wchodzi do karczmy z Aldredem i podchodzi do pierwszego gościa, który jak zauważył, jest urodzonym i wysoko cenionym Nordem
- Hej, ty musisz być Jarl Bloomy, czyż nie?
-
Przepraszam za kolegę ale Jarl bloomy za dużo się opił i teraz słania się na nogach próbując wydusić z siebie jakąkolwiek formę głosu nikt nie chciał mu pomóc wstać ponieważ od niego mocno cuchnęło starym spleśniałym serem, rybą i innymi przeróżnymi dziwnymi świństwami pewnie to odór pozostały z ostatniej bitki pod sargoth.
-
Bitki pod Sargoth? Nie słyszałem o niczym takim? Znając Jarlów, zapewne była potyczka o zamorskie dziwki. Takie zawsze najlepsze *Chwilka odpłynięcia...* tylko z kim?
*Uff, nie będę tu odgrywał scen, ale faktycznie, jedzie od niego jakby w świńskim gównie się tarzał przez przynajmniej tydzień* Wtem Rapo lekko osłabł, a w krańcach jego pola widzenia na lekko zaczęły pojawiać się gwiazdki. Aldred przeniósł go do innego stolika. Jednak Rapo ciągle osłabiony zapachem odoru rzekł - pedajcie mie te wina świeświezimiego che, byly rychlo!
-
Wbiegłem z krzykiem do karczmy. Oczy wszykich skierowały się ku mnie.
Co znowu rozwaliłeś?-Zapytał Rapo
Przypadkowo wszedłem do skarbca w Jelkali a jak chciałem wyjść to strażnicy popaprańce zaczeliy mnie gonić.
W tym momeńcie do karczmy weszło około 10 Rhodków około 90 czekało przed karczmą.
Ku**a co ty ukradłeś...
-
Wtem, Rapo przypomniał sobie dresiarza z którym odbył potyczkę, i przypomniał sobie, jak zwinął mu telefon.
- Uwaga, pod karczmą jakieś Rhodoki się zebrały, odpalamy Javelina.
Po czym przed karczmą rozległ się odgłos wybuchu, a 10 w karczmie pociachał swym tasakiem bojowym. Po tym, podszedł do kaktusa i rzekł mu ładnie - Ile żeś tego gówna złupił?
-
Wtenczas w uszach wszystkich obecnych rozlega się pisk, a przed oczyma huk. Większość małomównych osób zginęła w wybuchu, a resztę niegodziców czekało jeszcze większe zło. Przed oczyma obecnych pojawia się teleport (rodem z portalu do otchłani z Obka, lol)
-
Zamurowaliśmu to i odpowiedzałem:
Odliczając podatek od kradzieży?? Nie mam pojęcia zabrałem tylko taki miecz-latarke(miecz świetlny :D) naszyjnik z diamentem, korone,miecz do pasowania,zbroje ceremonialnom,pieczęć,granat odłamkowy,konia bojowego córke lorda,rubiny,złoty łuk bla bla bla bla bla bla bla bla bla bla bla bla (pół godziny później) i ortalionowy dres adidasa w paski i to wszystko.
EE a gdzie to schowałeś?
U babci a co?
-
Great. Fucking Great - odrzekł - więcej niczego się nie napijesz. A teraz, dawaj moją połowę. Pókś jest na mym utrzymaniu, nie masz plawa zgarniać calego lupu tylko dla ty.
- Debilu - zawołał jakiś krzykacz - nie dość, że zniszczyłeś nam karczmę, to jeszcze od********sz tu jakiś cyrk.
*By mu Rapo odpowiedział, ale ten smród totalnie uderzył mu do głowy. Bez wahania wyciągnął laptopa (tego co kaktus złupił), wyszedł z karczmy wraz z tymi co poszli z nim, i predatorem rozdupił całą karczmę.
- Szkoda tylko - zaczął Rapo - tego calego piwa, winka i miodu. No i dziwek, chociaż w Jelkali z tego co slyszałem, są lepsze.
- Tak, slavers dancerki. Chociaż po tym co zrobiłem nie wpuszczą nas.
- No to wszyscy ocalali! Chlodźta do domu jego babci po parę zabawek by tam wejść. Te dzieweczki, dziweczki czy dupeczki będą nasze.
*I właśnie w tej chwili, zaczyna się podbój Jelkali, mimo że trzeba poczekać 24 godziny po wygaśnięciu rozejmu, a minęły dopiero 23...*
-
Żeby Calradia była Calradią! Wtenczas pociąga za spust, i nawala w obecnych przed rozwaloną tawerną z PKM'a
-
Wchodząc z powrotem, po wytrzeźwieniu mówię: "A cóż tu do licha się dzieje?! Pazie drodzy, do kopalni soli ludzie potrzebni! Zgłaszać się, bo spisą łeb uje*ie".
-
Tymczasem u babci
OO wnusiu przyjechałeś zjecie coś?
Nie!!
Przygotowałem pyszną kolacje. To mój spycjał Jeż, Mięsny jeż który jest po prostu przesłodki. Tu ma oczka, tu ma buźke. Po prostu wszyscy znajomi to uwielbiają.
Mięsny jeż to moje ulubine danie zawsze gdy robimy je z babcią śpiewamy mięny jeż mieśny jeż ty go zjesz ty go zjesz. :P
-
Podczas tej sielanki Jarlowi przypomniały się dawne czasy, gdy był młody.
Wizyta u babci:
- Wnusiu masz tutaj kanapeczki, na pewno jesteś głodny.
- Nie jestem
- ŻRYJ!
-
- Babcia wybaczy, ale wp*******liśmy tego miensnego jeża, i rychlo nam po parę zabawek. Powiedz mi babcia, czyż nie możemy zleść tego paskuctwa podczas zabawy nimi? Więcej frajdy zjedzenia.
- NIE!!! Powiedziałem, żryj to, masz tu pasztet zajebisty. A teraz wp******aj!