Forum Tawerny Four Ways
Mount&Blade Warband => Warband Singleplayer => Wątek zaczęty przez: Heres w Maja 28, 2012, 20:09:50
-
Witam serdecznie. Jest to mój pierwszy wątek więc proszę o wyrozumiałość.
Przeszukałem wszystkie wątki na ten temat lecz nie ma tam nic co zaspakaja moje pytania.
1 ) Jakie wydawać rozkazy podczas oblężenia zamku i jakie jednostki najlepiej mieć by ponieść jak najmniej strat ?
2 ) I te same pytania tylko dotyczące bitew.
Z góry dziękuję i pozdrawiam : )
Gram Królestwem Swadii.
-
Do oblężeń, jak jesteś obrońcą, to łuczników nie ruszaj, stoją w dobrych miejscach, tylko piechote i kawalerie zgrupuj przy drabinie/ach. Jak atakujesz to ustaw piechote przed strzelców i czekaj aż Twoi wystrzelają wrażych dystansowców. W swadii jednakowoż, tuszę że nie masz kuszników.
-
Tylko że ich tak właśnie ustawiam gdy atakuję, a celność jest niewielka i najczęściej to oni wybijają mnie :(. Kuszników mam kilka zresztą sam nim jestem :)
-
Strzelać do obrońców ukrytych za blankami nie ma większego sensu. Ja wolę się przebijać. Jak tylko zrobi się wyłom w przeciwniku zgromadzonym wokół trapu to jakoś już dalej idzie.
-
Na dzień obecny najbardziej mnie interesuje taktyka na oblężenie zamku, gdy ja jestem najeżdżającym.
W bitwach na razie daję radę bo sobie wymyśliłem żeby ustawić strzelców na jakieś górce czy coś i, żeby utrzymywali pozycję. Proste, ale skuteczne ;]. Jestem wasalem więc ja oblężam raczej z marszałkiem i innymi Lordami niż sam. I dwa ... Czy da się iść na oblężenie zamku u marszałka samemu, bez armii ? Jeśli byście odpowiedzieli to bym był szczęśliwy :) Bo tłuką mi ich niemiłosiernie ;]
-
Podam proste, choć trochę mało humanitarne rozwiązanie. Werbuj wieśniaków (tak gdzieś po 5-10 z kilku frakcji) i daj ich na samą górę. A potem oglądaj jak rwą się do śmie ... to znaczy walki za swojego władcę.
-
Trochę sadystyczne ;). Ale wypróbuję :) Dzięki serdeczne za odpowiedzi i pozdrawiam :)
-
Od miesiąca cisza, ale wg mnie nikt nie dał wyczerpującej odpowiedzi, a że forum raz mi pomogło, to też podzielę się doświadczeniami.
Ad. 1 Oblężenia:
a) Obrona:
Jak już przedmówca stwierdził, najważniejsze to umieścić wszystkie jednostki niestrzelające w miejscach, gdzie wróg może się wedrzeć za mury. Do tego polecam rozkaz "Zgrupuj szyk". Dlaczego? Każda taktyka polega na tym, żebyś w danym momencie i miejscu miał przewagę, mimo iż ogólnie przeważa wróg :) Po polsku: co z tego, że wroga jest więcej, skoro czekają oni na drabinie na swoją kolej, a jeden-dwóch wchodzących dostaje się pod 4-5 ostrzy obrońców.
Co do strzelców, mogą zostać na miejscach, ale jeśli zamek ma wieżyczki strzeleckie (a pewnie ma, chyba że po pijaku budowali), to umieściłbym towarzystwo strzelające właśnie tam. Do tego rozkaz "Wstrzymac ogień" i cofnąc ich od murów. Dlaczego? Nie marnujmy pocisków na wroga stojącego daleko. To on musi przyjśc do nas, my mamy czas. Inaczej postępujemy tylko, jeśli wróg ma przewagę ognia i zaczyna nas kosic na odległośc, ale z reguły tak nie jest, bo piechota stoi zasłonięta tarczami, a odsłonięci strzelcy nie stoją przy samym murze. Dopiero gdy napastnicy zbliżą się do drabiny albo machina oblężnicza do murów, strzelcy podchodzą do muru i zaczynają napierdzielac. Efekt jest lepszy, bo strzały lecą z bliska. Do tego ostrzał pada nie z przodu, a z boku, więc wróg nie da rady chronic się tarczami (dla zwiększenia tego efektu można wydzielic dwie grupy strzelców w panelu drużyny: klasy jednostki "Strzelcy 1" i "Strzelcy 2"; rozmieszczamy te grupy na dwóch różnych wieżyczkach dookoła drabiny). Piechota trzyma napastników w jednym miejscu, więc łatwo strącac cele. Jeśli samemu jest się strzelcem, można się bawic w snajpera i kosic najlepsze jednostki strzałami między oczy :)
b) Szturm: (bo to Cię bardziej interesowało)
Pojawiły się dwie różne wersje ataku:
- wystrzelanie przeciwnika i wejście na gotowe
- wbicie się do środka i pozamiatanie go.
Oba są dobre, ale cytując "Sztukę Wojny" Sun Tzu (http://www.usmc81.com/wp-content/uploads/2011/12/PocketSunTzu.gif): "Jeśli znasz siebie i znasz swojego wroga, nie musisz obawiac się wyniku setek bitew". Przed każdym starciem wskazana jest więc analiza swoich sił i przeciwnika. I tak:
- jeśli w obleganej twierdzy jest dużo piechurów, a mało strzelców, a nasze proporcje przedstawiają się odwrotnie (=mamy przewagę na dystans), nie ma co się pchac od razu, tylko wręcz trzeba korzystac z przewagi i rozstrzelac wrogów, póki starczy amunicji; do tego wskazana wyżej formacja: piechota przed strzelców, bo piechota stoi za tarczami, ale wroga i tak kusi, by do nich strzelac;
- jeśli w obleganej twierdzy jest wielu łuczników, a mało piechoty, to przeciwnie: nie dajmy im za długo postrzelac; strzelcy są słabsi w walce w zwarciu, więc im szybciej nasza ciężka piechota tam wpadnie, tym lepiej; wróg zajmie się obroną i nie będzie do nas strzelał; strzelcy robią wtedy tylko za wsparcie - najpierw z zewnątrz, potem z drabiny, a potem z muru ostrzeliwują dziedziniec.
Przy tym należy jeszcze uważac na kontrataki przeciwnika, gdy przyjdzie mu wsparcie, a naszych szturmowców zostanie mało. Nie pchajmy się wtedy za bardzo w przód, bo jak kontratak wbije się w naszych strzelców, to poniesiemy niepotrzebne straty. Resztkę piechoty zostawmy do obrony trudnego do przejścia miejsca (np. schody) i czekajmy na wsparcie (wiem, przyjdzie po poniesieniu przez nas strat, ale o to już kontratak zadba; ważne, żeby bili piechotę, nie strzelców, bo piechota dłużej się pobroni i więcej szkód narobi wrogowi w zwarciu).
PS: Jak bierzesz udział w kampanii marszałka, to udostępniasz mu też swoje wojsko (tzn. sam nim dowodzisz, ale na dupie siedziec nie mogą). Przynajmniej ja nigdy opcji "Atakuj samemu" nie widziałem.
Ad. 2 Bitwa:
Tu można dużo pisac, bo bitwa bitwie nierówna: teren, nasze siły, przeciwnik itd.
Na początku odrzucę koncepcję wysyłania mięsa armatniego wrogowi na podpuchę, chyba że ktoś lubi słuchac marudzenia NPC-ów "Kapitanie, nie zamieniajmy każdej bitwy w rzeź". No i dla naszej ambicji: Dobry dowódca nie posyła swych wiernych żołnierzy do piachu.
Piszesz, że grasz Swadią. Niemniej jednak odradzam ograniczania swej armii tylko do jednej nacji. Ja wiem, że spada morale np. Nordów, jeśli mamy z nimi wojnę, ale wtedy Nordów do garnizonu (piszesz, żeś wasal, to masz taką możliwośc), a zastępujesz kimś innym (chociaż huskarlów akurat ciężko zastąpic ;) ). Bodajże Lezalit i może też inny NPC podczas podróży wspominał o czasach Cesarstwa Calradii, gdy armia składała się z 6 narodów? Tam gośc opisał, która formacja z danej frakcji do czego się najlepiej nadaje, np. Nordowie do szturmu, Rhodocy mają świetną piechotę defensywną na kawalerię i dobrych strzelców, Vaegirowie mają kawalerię na plus i strzelców, ale piechota to lamerzy, podobnie Sarranidzi. Swadia to najlepsze kawaleria w grze jak dla mnie, strzelcy i piechota dają radę, ale są lepsi.
Ogólnie polecam odejśc od podziału domyślnego piechota-strzelcy-kawaleria i tworzyc po dwie grupy każdej formacji (no, ja mam 1 strzelców; 2 piechoty i 1-2 kawalerii).
W każdym razie skoro już grasz Swadią i masz dużo ciężkiej jazdy, to podrzucę Ci dwie podpowiedzi, ale mogą się nie sprawdzic, bo nie wiem, z kim akurat walczysz:
- Jeśli Twoim przeciwnikiem są Nordowie lub Rhodocy (kraje bez kawalerii), fajnie miec dużą liczbę strzelców. Dobrze kombinujesz z tym ustawieniem się na wzgórzu (kolejna mądrośc pana Sun Tzu: "Jeśli wróg schodzi w dół - nie przeszkadzaj mu. Jeśli chce wejśc na górę - przeszkadzaj mu"). Tam zostaw strzelców i jedną grupę piechoty, by zatrzymała uderzenie. Druga grupa piechoty powinna powędrowac na skrzydło, podobnie kawaleria (na przeciwległe). Stoisz sobie na innym pagórku i obserwujesz, jak strzelcy koszą biegnącego przeciwnika (w przypadku huskarlów ich nie zabiją, ale osłabią; w przypadku Rhodoków uwaga, bo oni też groźnie strzelają). Wszystkie formacje trzymamy rozproszone, ale pamiętajmy zgrupowac je, gdy wróg się zbliży (gdy walczymy w zwarciu, lepiej miec kolegę blisko - może sieknie gościowi, z którym nie dajemy sobie rady). Ogólny plan to wciągnąc wroga w pułapkę między trzy formacje i zaatakowac z obu skrzydeł. Jeśli jednak komputer odkryje podstęp i zaatakuje najpierw nasze skrzydło, musimy to skrzydło wycofac. To nasz komfort, bo oni biegają, a nasi strzelcy cały czas naparzają. Jeśli wróg atakuje skrzydło piechoty, piechotę cofamy, a kawalerią wjeżdżamy wrogowi w plecy po czym piechota atakuje. Jeśli wróg atakuje skrzydło jazdy, po prostu odskakujemy, bo mamy przewagę prędkości, a oni tylko biegają za nami zgarniając strzały w plecy.
Ogólna zasada: ZABIEGAĆ PRZECIWNIKA POD OGNIEM NASZYCH STRZAŁ, ZANIM UDERZYMY KAWALERIĄ. Inaczej rhodocka piechota albo huskarlowie mogą pozamiatac naszą jazdę, która nie przebije się przez ich formację.
Małe uzupełnienie: Jeśli to przeciwnik ma przewagę strzelców, to nie możemy zwlekac z atakiem, bo czas działa na naszą niekorzyśc. Szybkie krążenie kawalerią dookoła przeciwnika skupia ostrzał na nas odciążając strzelców i piechotę, ale mimo wszystko ryzyko strat istnieje. Należy więc wyjśc piechotą na spotkanie wrogowi (luźny szyk, zgrupowac dopiero tuż przed zbliżeniem) i JEDNOCZEŚNIE uderzyc kawalerią, by zamknąc wroga w kleszczach. Uderzenia kawalerią można przeprowadzac przed kontaktem piechoty z wrogiem, jeśli mamy pewnośc, że się przebijemy. Uderzamy i przejeżdżamy po nich, nie zatrzymujemy się, by walczyc! Dlatego najlepiej uderzac w kuszników, bo sierżanci mogą nas zatrzymac i rozsiekac. Nimi niech się zajmie piechota, a kawaleria w tym czasie niech uderza wrogowi w plecy.
- Jeśli przeciwnikiem są Sarranidzi lub Vaegirowie, czyli kraje z dobrą kawalerią i strzelcami i lekką piechotą (szybko biega, szybko umiera), sytuacja się komplikuje. Ich jazda może również szybko w nas uderzyć nie pozwalając na takie szachy jak opisałem wyżej. Ustawienie może byc takie samo, jak powyżej albo nawet wszystkie jednostki piesze na wzgórzu w jednym miejscu. Swadia nie ma strzelającej kawalerii, ale jeśli zrekrutujemy kilku Khergitów, można pokrążyc dookoła wroga i go podenerwowac strzałami. Zresztą i tak dobrze jest uderzyc jako pierwszym. Kawaleria wroga podchodzi równo z piechotą (osłona) i szturmuje dopiero pod sam koniec. Jeśli uderzymy kawalerią w skrzydło piechoty, rozbijemy wrogowi nieco szyki. Ważne, by po rozkazie "Do ataku" zaraz dac "Za mną", by nasi zrywali kontakt. Przewaga konia to prędkośc i masa: nie ma co walczyc z piechotą na stojąco, bo im tylko o to chodzi (jeśli w bitwach też jesteś kusznikiem, to akurat musisz dac kawalerii rozkaz ucieczki na dany punkt w panelu dowodzenia, potem znowu "Do ataku"). Prawdopodobnie jazda wroga rzuci się za naszą kawalerią nie atakując wzgórza ze strzelcami. Aha, jeśli już dojdzie do walki kawalerii z piechotą wroga w zwarciu, to koniecznie rzucic jedną grupę piechoty do pomocy. Drugą zostawic przy strzelcach, by ktoś zatrzymał szarżę wrogiej jazdy. Koniecznie zgrupowac szyk na nowo.
- W końcu Khergici czyli kraj bez piechoty, a jeźdźcy są o wiele szybsi niż swadiańscy. Musimy wykorzystac przewagę pancerza. Oni uciekają i biorą nas na dystans, ale spoko, bo ich strzałki są słabe na nasze zbroje. Tu jedna zasada: JEDNOSTKI PIESZE SIĘ NIE RUSZAJĄ. Skoro jazda ma trudności z dogonieniem wroga, to piechota tym bardziej. Można uformowac jeden szyk jak wyżej, można też strzelców i dwie grupy piechoty ustawic w 3 różnych miejscach blisko siebie. Strzelcy powinni samodzielnie powalic lekkiego khergickiego jeźdźca. Zgrupowany szyk to jedyna szansa, że Khergit uciekając przed naszą jazdą odbije się od spisy piechura, a piechota go z łatwością rozsieka. Oni co prawda strzelają, ale nasi strzelcy też. Chodzi o to, by ta lekka jazda miała utrudnione manewrowanie między drzewami, wzgórzami i naszą piechotą/strzelcami. Jeśli siedzimy na koniu, pamiętajmy o skokach przez naszą piechotę :)
Dodano w edycji: Normalnie w walce kawalerii z kawalerią unikam frontalnego ataku, by nie nabic się na lancę, a po uderzeniu z boku odskakuję, by uderzyc znowu. Z Khergitami można jednak śmiało sieknąc ich już na samym początku bitwy od przodu lub z lekkiego skosu (nadal uważając na lancę). Nie musimy zrywac kontaktu od razu, bo ich futerka nie uratują ich przed naszą bronią, a oni nam zbroi tak łatwo nie przebiją. Oni są szybsi, więc to im zależy na zerwaniu kontaktu. My mamy zwarty szyk i blokujemy ich żołnierzy podrzynając im gardła.
- No i ostatnia sytuacja, gdy przeciwnik umocnił się, np. na wzgórzu, i ani myśli nas atakowac. Jeśli teren jest pagórkowaty, należy pod osłoną górek podejśc wszelkimi oddziałami jak najbliżej - najlepiej z różnych stron. W pewnym momencie musimy skoordynowac atak. Strzelcy wychodzą na wzgórze rozproszeni (i tak są daleko od wroga, więc nie grozi im kontratak, bo zaraz przeciwnik będzie miał inne zmartwienia). Natychmiast atak rozproszoną piechotą, a zgrupowac szyk należy dopiero, gdy piechurzy zaczną się zbliżac albo będzie groził kontratak kawalerii. Jazda powinna jak najszybciej zaatakowac obronę, tzn. zaczepic i odskoczyc, a totalnie zaatakowac dopiero wtedy, gdy piechota będzie blisko. Pierwsza zaczepka służy temu, by wrodzy strzelcy nie naparzali swobodnie do naszych szturmowców.
Ok, dużo tego wyszło, ale może ktoś lubi czytac i komuś to pomoże :)
-
O, o taki porządny poradnik mi chodziło :) Dzięki serdeczne za poświęcony czas i pozdrawiam :)
P.S : Nie martw się, akurat JA bardzo lubię czytać, więc to nie był dla mnie problem ;)
-
Rapo jeśli atakujesz z marszałkiem to wystarczy że swoje wojska zawrócisz (za mną) a tamci niech się wyżynają.
-
Bodajże Lezalit i może też inny NPC podczas podróży wspominał o czasach Cesarstwa Calradii, gdy armia składała się z 6 narodów?
Tak to był Lezalit. Opowiadał o armi w której skład wchodzą: Vaegirscy Łucznicy, Khergiccy Lansjerzy, Swadiańscy rycerze, sarraniddzy mamelucy, rhodoccy włócznicy oraz nordyccy bersekerzy (huskarle). Chyba miał racje co do teori że taka armia mogłaby podpić całą calradie. Każda z tych jednostek jest potężna na swój sposób ale trzeba nimi umieć dowodzić. Bo na co się nam zda wysłanie Vaegirskich Łuczników na pole bitwy samych a reszta ma sobie stać i patrzeć? Do takiej armii najlepszą taktyką (w polu) by było:
1) jeśli są konni(nie wszyscy żołnierze) to: Postawić z przodu włóczników za nimi łuczników. Swadianie,Khergici i Sarranidzi by mieli ruszać za nami ( my musimy też mieć konia) i szarżować wroga. Nordyccy huskarle zaś stali by jako tako dookoła łuczników i ich osłaniali/
2) jeśli nie ma konnicy to: coś bardzo podobnego. Tak samo z konnymi i łucznikami ale huskarle poszli by przed łuczników a włócznicy by jako tako właśnie otaczali drużynę robin hooda :D.
-
Hahahah, dzięki :D
-
O, o taki porządny poradnik mi chodziło :) Dzięki serdeczne za poświęcony czas i pozdrawiam :)
P.S : Nie martw się, akurat JA bardzo lubię czytać, więc to nie był dla mnie problem ;)
Drobiazg. Wiesz, ta cholerna gra potrafi czasami wciągnąc na długie godziny. Czasami lepiej nie zaczynac, jak wiadomo, że można zaniedbac jakieś obowiązki. Wtedy można wejśc na forum i zamiast tłuc w grę po prostu o niej pogadac. To oczywiście nie to samo, ale energia pt. "Pograj w Warbanda" zostanie rozładowana :)
-
Niestety, mnie właśnie wciągnął i nie puszcza :). Miałem sesję pół miesiąca grania, po czym zrobiłem sobie przerwę ze 3 miesiące i teraz znowu powróciłem.... tyle, że zdradziłem Swadię na rzecz Sułtanu :D
-
Wojsko praktycznie to samo, ale w wersji arabskiej. Taktyka się więc nie zmieni.
-
Nawet nie chodzi o wojsko, a o władcę :) Król Harlaus to przy Hakimie jakiś pierdziportek
-
Jest osobny temat o władcach, nawet świeży :) Tu chodziło o rozkazy i taktykę, a ta zależy od jednostek.
-
Ja wiem, wiem :)
-
1) jeśli są konni(nie wszyscy żołnierze) to: Postawić z przodu włóczników za nimi łuczników. Swadianie,Khergici i Sarranidzi by mieli ruszać za nami ( my musimy też mieć konia) i szarżować wroga. Nordyccy huskarle zaś stali by jako tako dookoła łuczników i ich osłaniali/
I. Są 2 małe "ale". Na początku wspomnę, że naprawdę małe, bo patent jest ogólnie dobry.
1. Piechota wysunięta przed strzelców zasłania im widok. Jeśli ustawimy się na wzgórzu, problem znika. Jeśli przeciwnik ma wzniesienie i atakuje nas z niego, to strzelcy będą go ostrzeliwac, ale też do czasu, gdy wróg nie zejdzie do naszego poziomu. Na równym terenie jednak strzelcy stracą wroga z oczu.
Rozwiązaniem na to może byc rozluźnienie szyku piechoty, by strzelcy strzelali między piechurami. Mimo wszystko mają ograniczone pole widzenia. Do tego musimy cały czas miec sytuację pod kontrolą, by piechurzy zacieśnili szyki tuż przed zbliżeniem się wroga.
2. Patent zakłada osłonę strzelców z przodu i z tyłu. Ciągle możliwe jest uderzenie od flanki.
Zakładam, że odstępy między trzema liniami nie są duże. Wtedy kawalerzysta uderzający strzelca od boku musi gdzieś odskoczyc i wpadnie na którąś z linii piechurów. Jeśli odstęp będzie za duży, to wróg będzie miał zbyt dużo swobody. Na szczęście żołnierze po rozkazie "Utrzymac pozycję" nie stoją w miejscu, ale robią obronę aktywną czasami wychodząc do przeciwnika. Do tego dochodzi fakt, że AI komputera nigdy nie osiągnie zdolności ludzkiego mózgu, komputer nie będzie więc tak złośliwy, by uderzyc strzelca i jeszcze się wydostac. W końcu kawalerzyści atakują grupą, więc któryś zawsze uderzy w piechotę.
II. Niemniej jednak takie ustawienie - mimo że jest ok - polecam zastąpic innym wariantem, a w zasadzie dwoma do wyboru:
1. Od końca: linia piechoty ofensywnej (właśnie huskarle albo inne "pancerniki", np. swadiańscy sierżanci), linia piechoty defensywnej (głównie Rhodocy) i strzelcy na początku. Oczywiście do piechoty ofensywnej i defensywnej można werbowac inne jednostki, też dadzą radę. Ważne, by kontrolowac, co się dzieje. Strzelcy mają swobodę naparzania do przeciwnika, ale w ostatniej chwili muszą zrobic 10kroków w tył, a piechota defensywna w przód, a potem zacieśnic szyk. Piechota ofensywna stoi na końcu, ale gdy zagrożenie ze strony kawalerii zniknie (rozbijemy ją naszą jazdą albo ona sama rozbije się o naszą piechotę), każemy im atakowac. Zapobiegamy w ten sposób sytuacji, gdy wrodzy strzelcy/oszczepnicy podchodzą sobie na bliską odległośc i strzelają do naszej przedniej linii, która stoi w miejscu. Oczywiście tej grupie też można kazac zaatakowac.
Jeśli mamy wzgórze, rotacja strzelców i piechoty defensywnej nie jest potrzebna. Strzelcy stojąc w drugiej linii mogą strzelac obrońcom nad głowami.
2. Prostszy wariant może nie odpowiadający średniowiecznej sztuce walki, ale w grze skutkuje, bo nie wymaga ciągłego kontrolowania formacji pieszych. Możemy zając się samą kawalerią nie martwiąc się o inne formacje. Nierealne? Skądże. Pamiętajmy, że w prawdziwym świecie wyznaczylibyśmy dowódców poszczególnych grup, nauczyli ich paru zagrywek i zrzucili na nich ciężar takich prostych komend jak "Zacieśnic szyk" lub "10 kroków naprzód". Sorry, że mam dowodzic drużyną 150 osób i myślec za każdego.
No, ale do rzeczy. Formacja nazywa się "Rój" (jeden granat i chuj :) na szczęście w tych czasach jesteśmy bezpieczni). Klikamy rozkaz dla kawalerii "Za mną", a potem "Pozostali - utrzymywac pozycję; zacieśnic szyk". Wtedy każdy, kto nie jest kawalerią stworzy linię, która będzie się bronic w jednym miejscu. Strzelcy mają swobodę strzału, bo są na pierwszym planie. Piechota też jest na pierwszym planie (drugiego nie ma), więc jak nawet kawalerzysta uderzy w tą linię, to dostanie z boku od piechurów.
Ten wariant jednak też ma wadę: przez jedną linię rozpędzony kawalerzysta prawdopodobnie przejedzie (w przypadku powyższych wariantów nie ma już tak łatwo). Musimy więc krążyc kawalerią dookoła i strącac, kogo się da, żeby ataki nie były za częste. Na wzgórzu jest w miarę bezpiecznie, bo kawalerzysta wroga wytraca prędkośc.
-
Ja w przypadku kawalerii robię inaczej. Nie daję im "Za Mną", bo wtedy się zatrzymują, robią debilne rzeczy, i dopiero zaczynają szarżować. Do mojej taktyki potrzebny jest szybki, a co najważniejsze zwinny koń (zaraz wytłumaczę dlaczego).
Na początku bitwy, jeśli mam jakichkolwiek strzelców, daję im "utrzymaj pozycję". Piechurzy (jeśli jacyś są) niech biegną do przodu. I tak nie dojdą przed kawalerią, a atak z zaskoczenia się przyda. Przejdźmy do sedna. Gdy moja kawaleria właśńie dojeżdża do wroga, ja wykorzystując. mojego konika wymijam ich, oraz cały szyk wroga. Wtedy oglądam się za siebię i jeśli konni wbili się już w wroga, odczekuję chwilę, by mogli trochę pozabijać, wtedy daję im "Za mną". Ja stoję daleko za przeciwnikiem, kawaleria do mnie dojeżdża (gubiąc po drodze wrogów) i wtedy daję "Do Ataku!". Konni nawracają się, szarżując na biednych piechurów, a tymczasem moi zagubieni piechociarze atakują ich od tyłu, korzystając z tego, że tamci zwróceni są w moją stronę.
Taktyka szczególnie skuteczna przeciwko Nordom i Rhodokom, gdyż mają samą piechotę. Wroga kawaleria troszku utrudnia sprawę.
Należy jednak uważać, by odjechać jak najdalej od wroga swoim bohaterem od wrogów, bo zdarza się, że wrogowie mogą się zrespić pomiędzy tamtymi zdziesiątkowanymi, a naszą kawalerią.
-
To jest wariant ofensywny w przeciwieństwie do mojego defensywnego? Który wybrac? Wszystko zależy od przewagi strzelców. Jeśli my ją mamy, to im bardziej opóźnimy starcie z wrogiem, tym lepiej dla nas, bo nazabijamy wrogów zanim do nas podejdą. Jeśli każemy piechocie wystartowac, to starcie nastąpi szybciej z przeciwnikiem nie osłabionym ostrzałem (tzn. trochę oberwie, ale jak na niego zaczekamy, to oberwie bardziej). Możemy ewentualnie zaczepiac jego strzelców kawalerią uderzając i zaraz uciekając. W ten sposób nawet jeśli nie wybijemy mu strzelców, to skupimy na sobie uwagę, co da spokój naszej stojącej piechocie (jest ona łatwiejszym celem niż szybka kawaleria, więc niech strzelają do nas). Jeśli natomiast przeciwnik ma większą siłę ognia, to należy nacierac, czym się da (oprócz strzelców), by nie dac mu za długo postrzelac.
Dodam sprostowanie odnośnie kawalerii, bo skupiłem się na liniach pieszych i strzeleckich, a przy kawalerii napisałem po prostu "Za mną", by odjechali od tychże linii. Oczywiście wskazane jest rozkazac atak, by konni rozwijali maksymalną prędkośc (w przypadku "Za mną" jadą tyle, by nas nie wyprzedzic) oraz skupiali się na celach (w przypadku "Za mną" biją tylko tych, którzy znajdą się blisko, a i to często ze spóźnionym refleksem). Z drugiej jednak strony, jeśli zostawimy ciągle tryb ataku, to kawalerzysta po wbiciu się w piechotę będzie z nią walczył do upadłego (czyli krótko) zamiast odskakiwac i znowu szarżowac korzystając z przewagi prędkości (tzw. Hit'n'run lub po ludzku "walka z doskoku"). Ponadto, gdy przeciwnik się rozbiegnie, zrobi to samo nasza kawaleria, bo będą sobie dowolnie wyszukiwac celów.
Dlatego sposób Inkaski jest o tyle dobry, że zaraz po uderzeniu zmienia się rozkaz na "Za mną", by kawalerzyści w linii prostej przebili się przez piechotę, przegrupowali się i znowu trzasnęli z rozpędu. Ja jednak zawsze jadę z nimi, by też kilku utłuc i przyexpic ;)
-
No właśnie, a moja armia składa się z większości z kawalerii... Owszem, mam i strzelców i piechotę, ale w procentach więcej mam kawalerii :)
-
To już zależy ile masz tych strzelców i piechoty. Jeśli na 1 bitwę jest np. po 5 strzelców i 10 piechoty, to grupujemy wszystko, kawalerie rozpraszamy, najpierw atakuje piechota, a następnie kawaleria. Może ich zginąć paru, ale odpowiednie dowodzenie kawalerią załatwi wszystko :)
Tylko, jeśli mamy wzgórze i na nim jesteśmy, lub wróg jest na wzgórzu, nie warto tej taktyki stosować. Tylko na w miarę płaski teren.
-
Jeśli jest dużo kawalerii, a mało piechoty, to skromnie odradzałbym stosowanie się do zasady "najpierw atakuje piechota, potem kawaleria". Nie widzę powodu, dla którego darmozjady na koniach mają się opierdzielac, skoro mogą już zamiatac. Inna sprawa, gdy kawalerii jest mało. Wtedy dobrze jest poczekac na starcie piechoty z wrogiem i uderzyc go od tyłu. Będzie zajęty walką, więc nie nadziejemy się na jego piki.
-
U mnie to wygląda tak, że piechota chroni łuczników, a ja z moją kawalerią szarżujemy na wrogów ;)
-
Czyli masz ustawienia domyślne: piechota, strzelcy, kawaleria. Polecam wyodrębnic dwie grupy piechoty. Na przeciwnika bez kawalerii dobry jest też taki sposób:
Strzelcy na wzgórzu z tyłu albo na równinie z przodu. Przed nimi albo za nimi (wzgórze/równina) piechota defensywna.
Piechotę ofensywną wysyłamy na jedno skrzydło, a kawalerią popylamy na drugie. Odległości powinny byc na tyle duże, żeby przeciwnikowi mimo wszystko chciało się biec do strzelców. W decydującym momencie atakujemy ze skrzydeł gniotąc przeciwnika z trzech stron, jeśli koordynacja w czasie się uda. Pisałem o tym zresztą w pierwszym moim poście w tym wątku.
-
Hehehe, wiem, wiem :). Tylko jeszcze nie zdążyłem wprowadzić tego w życie :)
-
Ja do taktyk Eryka stosowałem się w kiepskich czasach. Uwierz, że jestem na takim poziomie w grze, że normalnie mam samą kawalerie. Po za rekrutami jako piechota.
Nie zrozumiałeś mnie po za tym do końca. Najpierw rozpraszam kawalerie gdzieś od flanki na wroga. Po czym piechota zgrupowana (jeśli jest ich co najmniej 5) idzie pierwsza do ataku. Kiedy wróg się na niej skupi, a będą już dość blisko siebie, atakuje wraz z kawalerią w takim momencie, aby wbiła centralnie na nich sekunde po starciu piechoty ze sobą. Pierwszy atak skutkuje spadkiem morale wroga, w związku z czym straty są bardzo małe (nijakie bym powiedział, ale jednak trochę tego ginie). Ważne by wbić idealnego synchra. Do tego trzeba pograć trochę i po obserwacji terenu wybrać PERFECT moment. W innym razie poniesiemy większe straty, a tego chcemy uniknąć.
-
Sama kawaleria? Gorzej jak przyjdzie robic zamek obsadzony rhodokami albo nordyckimi huskarlami. Na bardzo górzystym terenie też nie zazdroszczę. Niemniej jednak w innych warunkach można tym zamiatac.
Piszesz, że moje taktyki skutkowały, gdy miałeś słabszą armię. Tym bardziej będą skutkowac przy mocniejszej drużynie. Wypakowani wojownicy nie zwalniają nas od myślenia i dowodzenia.
Twój patent zakłada, że wszystko się uda, tj. skoordynujesz uderzenie nielicznej piechoty z liczną kawalerią. Pomylisz się w wyliczeniach, koniki nie zdążą i piechota umiera. Oczywiście można wyjśc z założenia "To tylko rekruci lub inne cieniasy", ale to nasi rekruci i nasze cieniasy. Ambicja każe przynajmniej starac się pozwolic im przeżyc bitwę. Pocieszenie "To wojna i ludzie muszą ginąc" działa tylko wtedy, gdy naprawdę nie mogliśmy zrobic nic, by żołnierze przeżyli. Sam zresztą zauważasz, że strat chcemy uniknąc.
Pierwszą zasadą każdej taktyki jest "Uderzac silniejszym na słabszego". Ogólnie przeciwnik może miec przewagę, ale my musimy zrobic tak, by w danym miejscu jej nie miał. Innymi słowy zamiast jednej dużej młócki doprowadzamy do kilku mniejszych starc i w każdym z nich mamy przewagę. Tyle teorii (z wykonaniem bywa różnie, bo przeciwnik też do tego dąży), a przenosząc to na konkretny przypadek: uderzając słabą piechotą na silniejszego wroga skazujemy naszych na śmierc; nasi piechurzy muszą się modlic, byśmy zdążyli z odsieczą; jeśli nie zdążymy, walczą w starciu, w którym nie przeważają, a więc gramy nietaktycznie.
Na szczęście system wymaga tylko jednej dokręconej śrubki i będzie działał bez zarzutu. Piechotę można wysłac do ataku, ale kawalerią huknąc od tyłu tuż przed starciem. Wróg też zgłupieje: częśc się do nas odwróci, a częśc nie, a więc podzieli się uwaga przeciwnika. W nieskoncentrowanych na kawalerii wrogach łatwiej wjechac konnicą. Piechota doskoczy trochę później i też będzie miała łatwiej, bo nie wszyscy wrogowie się nimi zajmą. Byc może nawet nikt, bo wszyscy już zajmą się kawalerią. Efekt ten sam, bo zakleszczyliśmy przeciwnika, a nasza mocna formacja wzięła na siebie pierwsze uderzenie (prawdopodobnie bez strat lub z minimalnymi, bo konnego nie tak łatwo zabic jak piechura lub rekruta). Słabsze jednostki biją po prostu wroga po plecach. Tyle potrafią.
Na koniec wyjaśnienie: opisany przeze mnie patent też polega na dokładnym wyliczeniu czasu, ale różnica jest taka, że centrum i dwa skrzydła mają mniej więcej równe siły. Także nawet, jak któryś z elementów się spóźni, to walczący dadzą sobie radę.
-
Eryk - podziwiam Cię za tą niezniszczalną chęć pomocy w postaci bardzo długich postów, naprawdę ;)
Żeby nie było offtopu. Moja taktyka to taka jaką w ost. poście opisał eryk. Jako że 85 % mego wojska to kawaleria to piechocie każę atakować i tuż przed starciem uderzam konnicą od tyłu lub z boku.
-
Eryk - podziwiam Cię za tą niezniszczalną chęć pomocy w postaci bardzo długich postów, naprawdę ;)
Uroki pracy przy internecie. Zawsze znajdzie się powód do przerwy, a wtedy pisanie czegoś na temat nie związany z robotą jest przyjemnością. Długośc tekstu nie odzwierciedla poświęconego czasu. Po prostu technika pisania na 10 palców. Tak tak, drodzy gracze: Nie tylko W,A,S,D trzeba miec opanowane do perfekcji (tu przydałoby się zdjęcie klawiatury kumpla, na której wszystkie klawisze jak nowe, a W,A,S,D wytarte całkowicie) ;)
I też, żeby nie było tylko off-topu. Każda taktyka jest dobra, jeśli jest skuteczna. Nikt z nas tutaj nie prezentuje jedynego słusznego rozwiązania. Ot, takie pogaduchy analityków wojskowych, które czytelnik albo wykorzysta albo nie.
-
no, trzeba przyznać troszkę ( troszkę !) się rozgadaliśmy :)